KUBA – dzień 12 (1 Maja w Remedios)

MP_KUBA_baner250
KUBA. Muzeum Niespełnionych Marzeń
dzień 12

Niech się święci 1 MAJA! (w Remedios)
1 Maja obchodzimy w Remedios. Idealne miejsce do tego celu. Senne postkolonialne, prowincjonalne miasteczko. Żadnego spędu ludzi z całego województwa. Żadnej telewizji. Zwyczajny kubański 1 Maja w zwykłym kubańskim mieście. Nawet nikt nas nie zaczepia podczas całego pobytu, bo nawet nie ma tu niczego do zaoferowania pod turystów więc nie ma naganiaczy, żebraków, itp…

Podczas porannnego psi, psi, psi… słyszałem jakieś inne niż zwykle poranne poruszenie i daleko dudniącą muzykę. To ruszyło nagłośnienie na rynku. Biedna nasza ekipa w hotelu… My dowiedzieliśmy się o której godzinie rusza pochód więc spokojnie wyczekaliśmy i kiedy chłopcy jeszcze spali wymknęlismy się na zdjęcia.

Na rynku poza ogłuszającą muzyką nic się specjalnie nie działo aż nagle po kilkunastu minutach nerwowego z naszej strony wyczekiwania… Wcześniej upewniliśmy się skąd na rynek wejdzie pochód. Czekaliśmy przy kościele oszczędzając siły. Nagle… w muzykę taneczną z radiowęzła wplotła się coraz głośniejsza muzyka orkiestry zbliżającej się do rynku z uliczki vis-a-vis katedry. Ania biegnie na schody kościoła by zrobić zdjęcia jak pochód wchodzi na rynek, a ja za katedrę by robić zdjęcia na tle kolonialnych domów. Jeden miał świetny napis pasujący do idei socjalizmu jak ulał: La Ilusion – Iluzja…

Pochód chociaż prowincjonalny jest świetnie zorganizowany. Najpierw władze partyjno-miejskie. One to dochodzą pod estradę/mównicę/trybunę na naczepie ciężarówki z jakąś egipską dekoracją w tle i wchodzą na nią. Teraz przerwa w pochodzie. Władze są już ustawione, pochód rusza i dochodzi druga grupa – kombatanci walki wyzwoleńczej i rewolucyjnej. Jeden ma zajeb… znaczy wielki karabin z puszek. Prom kosmiczny na orbicie by nim zestrzelił. Przerwa w pochodzie. Można przebiec na drugą stronę ulicy po nowe ujęcia. Teraz zakłady pracy wg. ważności. Jest nawet delegacja rikszarzy. Są nauczyciele dzierżący metrowej długości ołówki (do walenia uczniów?!). Na wątłych barkach dzieci spoczywa i płynie nad nimi model statku Granma. Dzieci co to nie mają modelu na barkach robią fale morskie machając niebieskimi chustkami. W Warszawie za Gierka tak fajnie nie było! No może w Katowicach… 😉

Możemy po kolei odnotować przejście: miejskiej gastronomi, serwisu obługującego miejskie toalety, lodziarzy, cukierników z tortem i innych commercio i productivos. I oczywiście jesteśmy wszyscy Unidad ze Sobą, LatinAmericą i całym Światem z wyjątkiem USA i innych imperialistycznych pachołków oraz zaplutych karłów reakcji… znaczy pewnie z nami… UFFFFFFF….

A wiecie co jest najciekawsze? Ta sztuczność. Idziemy w pochodzie 200m i niby się cieszymy ale już 10m za trybuną jakby to byli inni ludzie. Przełącznik ON/OFF. Szturmówki w kąt dzieci za rączkę i na lody. Żadnego dalej pajacowania. Niezwykła obserwacja ale to naprawdę wyglądało jak u nas za późnego Gierka. Iść trzeba bo awansu lub premii nie dadzą ale jak zobaczy WADZA, że byliśmy to plakat w krzaki i na piwo. TAK TU TEŻ TO DZIAŁA! Koniec systemu musi byc bliski!

Po 1 Maja jedziemy dalej. Nasz cel to jedna z “kajo” czyli wyspa Cayo Santa Maria. Wcześniej jednak jeszcze w szale umpa-umpa z głośników urywamy się z pochodu i wchodzimy do kościoła otoczonego przez pierwszomajowiczów. Nasza “bojówka” włamująca się do katedry budzi najpierw troche strach a za chwilę wielką sympatię jak tylko dowiedzieli się, że jesteśmy rodakami Jana Pawła II. Wieczorem będzie msza za beatyfikację naszego Papieża i właśnie dekorują kościół.

Ekipa znowu nas wyprzedza bo się plączemy, tankujemy, fotografujemy… Wreszcie jedziemy dalej… Droga przez coutryside jak to przez rolniczą okolicę trochę nudna. Wreszcie checkpoint i mamy info, że dwie rodziny Polakos już wjechały. Spisują nasze dane, kasują dwa CUCe za wjazd na groblę i jedziemy…

Ale grobla!!! To oczywiście myśl i dzieło Fidela o czym informują stosowne plakaty. Nieprawdopodobne! Ponad 40 km grobli między wysepkami porośniętymi lasem mangrowym by trafić na Cayo Santa Maria czyli największą z nich. A tam hotel za hotelem. Gwiazdki gonią gwiadki na bramach do resortów. Kolejne w budowie.

Najpierw jak się asfalt skończył jedziemy szutrem na koniec wyspy gdzie GPS nam podaje, że oramy wodę lub mangrowce. Nic ciekawego. Wracamy na asfalt i odwiedzamy kolejne ośrodki mające wszystkie po “*****” i napis “all-inclusive”. Przez dwa dni mamy zamiar zobaczyć jak wygląda luksus w wydaniu kubańskim i to nie w obleśnym Varadero – tłocznym, głośnym, smrodliwym (jak zawieje od rafinerii) i przereklamowanym – ale na jednych z najpiękniejszych plaż Kuby. Mamy “zaliczone” już ze cztery resorty i nagle spotkaliśmy się z Ernestem na parkingu w Melia Las Dunas więc nie ma wyboru zostajemy w Melce…

Dostanie się do takiego ośrodka nie jest proste. Można zrobić to głupio czyli idąc do recepcji i płacąc załóżmy 250 CUC za noc. Można też bardziej inteligentnie czyli idąc do jednej z wielu agencji w holu obok… recepcji. Tam negocjujemy ceny i np. taki sam nocleg kupujemy za… 170 a nie 250 CUC. Cuda??? Tak! Nazywa się to “konkurencja” i “rezygnacja z części prowizji” (w Polsce by się tak nauczyli). W holu hotelowym działają agencje mające umowę z hotelem. Kupując u nich masz taniej niż w recepcji, która ma stałe ceny i brak możliwości ich negocjacji. A agencja ma XX% rabatu i w ramach tego gospodaruje. Jak to działa w praktyce?

Idziemy do stolika/biurka/fragmentu lady danej agencji. Przedstawiamy im co chcemy. Mówią nam jaka jest oferta. Negocjujemy (my np. ani CUCa nie płacimy za dzieci – trzeba mieć zasady). Płacimy wynegocjowana kwotę i dostajemy voucher. Agent śle mail do centrali w Hawanie. Siadamy przed recepcją. Recepcja dostaje mail z centrali agenta, że mamy u nich wykupione konkretne świadczenie np. apartament dla 4 osób. Wzywają nas. Dajemy voucher. Dają nam “welcome drinka”. Mamy robiony boarding do ośrodka, czyli przydział konkretnego pokoju. Teraz następuje obrączkowanie nas i wręczenie kluczy. Mając klucze od pokoju podjeżdżam samochodem pod czerwony dywan w wejściu i wywalam nań bagaże. Odstawiam samochód na parking. Wracam na piechotę. Podjeżdza elektryczny samochodzik – taki Melex tylko całkiem spory. Pakujemy rzeczy na niego. Wsiadamy. Pan nas zawozi tam gdzie mieszkamy. Pan wnosi nam bagaże, a przynajmniej ich część. Pan dostaje CUCa (koniecznie trzeba mieć tu CUCe jedynki – jak nie dasz CUCa to jesteś …. złamany i nie licz nic, a jak dasz to nagle dowiadujesz się o wielu innych możliwościach ułatwienia sobie życia). Pan odjeżdza. Włączamy klimę, sprawdzamy kanały na satelicie, przebieramy się w lepsze ubrania i zaczynamy życie jak w Madrycie, a może i lepiej coś w Hiszpanii jakoś ostatnio kiepsko….

Życie w takim ośrodku to może za dużo powiedziane. Raczej czujesz się jak roślinka – karmiona i podlewana. Podstawowe atrakcje to: picie za darmo, jedzenie za darmo, wszystko za darmo,… Trzeba przyznać, że standard jest znakomity. To nie egipskie gnioty z jednym barkiem i kilometrową kolejką do niego. Tu nawet w cieniu palmy przy chodniku czeka na ciebie latający barek z dwójką barmanów wcale nie chowających się za palmą ale wychodzących ci na przeciw byś te 100m na basen pokonał z mojito w dłoni, a nie tak na bezdurno o suchym pysku. A jak ci się chodzić nie chce to możesz podjechać elektrycznym samochodzikiem (pamiętaj by wręczyć CUCa kierowcy). Drinki są przygotowywane uczciwie, a jak masz ochotę na szklankę czystego rumu to “no problem mister – rum solo”. Po kolacji jak chcesz szampana lub wino to sobie weź do pokoju całą butelkę. Jedzenie znakomite. Do wyboru i koloru. Działa chyba z 10 barów i restauracji. Zmienieniają się godziny ich otwarcia, a jeden z barów jest open 24h jakby ktoś poczuł potrzebę napicia się o 3 rano. Już tu widzę tych górali co to zmusili samolot do lądowania na Islandii by wysadzić ich z samolotu bo tak się dobrze bawili, albo naszych posłów co kiedyś po pijaku szaleli elektrycznymi samochodami.

A jakie są obowiązki mieszkańca takiego ośrodka? Być szczęśliwym i zadowolonym! Po pierwsze, drugie i trzecie! To wszystko! Dla personelu (prócz twoich CUCów) to rzecz bezcenna, a za resztę i tak zapłaciłeś kartą MasterCard…

Dobranoc…

ZDJĘCIA:


Nie ma co się rozpisywać – przeżyjcie to z nami!








Kombatant z karabinem z puszek.





Granma płynie na ramionach młodzieży.


Cud, że ta stara kolonbialna architektura sie nie rozsypie.


Władze partii i miasta oraz spikerzy zapowiadający
kto idzie przed trybuną – jakby się tu wszyscy nie znali…


Nauczyciele…


I po pochodzie.


Teraz czas na lody.


I do domu – mamy święto.


Remedios – wnętrze katedry.



Matka Boża od 1 Maja.


Partia po głowie za to nie pogłaszcze.


Grobla na Cayo Santa Maria.


Grobla łączy takie malutkie wysepki mangrowe.


Cayo Santa Maria – marina i…


…kolejne…


…ośrodki.


Obrączkowanie – my na niebiesko a dzieci na żółto (nie dostaną alkoholu).


Nasza sypialnia.


I już na plaży – brama nowożeńców.


No po prostu….


…jest ładnie!


Wieczorna…


…gala kubańska. Dobranoc!

.:. DZIEŃ 11 .:. MENU WYPRAWY .:. DZIEŃ 13 .:.

Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

Share