NAMIBIA. 10 lat później… – Kaokoland Welcome!

NAMIBIA. 10 lat później…
KAOKOLAND z Wybrzeża Szkieletów do Purros

Wstęp

Kaokoland to nasz gwóźdź programu podczas tej wyprawy. Najtrudniejszy, najpiękniejszy, najbardziej “honorny” fragment. Tu nie pojedziesz zwykłym samochodem (z przyczyn technicznych i tego, że zabraniają tego wypożyczalnie bo brak ubezpieczenia na bezdroża). To święta ziemia ludu Himba i Święty Graal tych co kochają offroad. My co prawda nie pojedziemy przez Van Zyls Pass ponieważ pokonuje się go z północy na południe, a my akurat jedziemy odwrotnie ale mamy przed sobą drogi, które określane są prosto: “Jeżeli masz tam kłopoty to nie jedź przez Van Zyls Pass bo nie dasz rady“! My na dodatek będziemy pokonywać najtrudniejsze miejsca w górę, a nie dół co jest oczywiście znacznie trudniejsze. Jak było? REWELACJA! Chwaląc się się: sprawdziliśmy się i my i samochód (przygotowany znakomicie przez Jurka z Bocian Safaris, a był to specjalny samochód właśnie na takie wyzwania)!

NAMIBIA – Kaokoland, …a dalej wygląda jeszcze gorzej…

Kaokoland?

Nazwa Kaokoland pada często, ale niekiedy trudno znaleźć go na mapie, a przecież to spory kawałek Namibii. Możecie spotkać nazwę Kaokoveld, to w sumie to samo tylko trochę większy jeszcze obszar. Skąd to zamieszanie z nazwami?

Kaokoland jako region administracyjny został utworzony w 1964 roku dla ludu Himba i pokrywał się z ich świętymi ziemiami. Mieszkało ich tam ok. 5000 i stolicą było Opuwo, co zresztą do dziś się nie zmieniło i nadal Opuwo to stolica tego regionu. Mimo, że jako jednostka administracyjna Kaokoland już nie istnieje to nazwa nadal funkcjonuje i pozostaje do dziś synonimem najdzikszego, najrzadziej zaludnionego i najbardziej wymagającego od podróżujących tutaj regionu Namibii. Dla nas więc ten obszar to po prostu Kaokoland!

NAMIBIA – Wioska Himba

Wolność i przestrzeń

Kaokoland to marzenie tych, którzy kochają wolność i przestrzeń i bycie częścią przyrody ze wszystkimi tego konsekwencjami. Kaokolandu NIGDY nie można lekceważyć. Jurek z Bocian Safaris podsyłał nam krzepiące ducha obrazy tych co Kaokoland zlekceważyli. Potopione samochody lub zniszczone przez drogę i nieostrożną jazdę. Musicie pamiętać planując wyprawę do Namibii, że zwykły samochód z wypożyczalni nawet taki 4×4 z namiotami na dachu nie może jeździć takimi drogami jakimi myśmy jechali. Ubezpieczenie tego nie obejmuje, a i technicznie nie da rady. My mieliśmy samochód specjalnie przygotowany do takiej wyprawy i jego właściwości terenowe kilkukrotnie przewyższały możliwości “podobnej” Toyoty.

Namibia – Kaokoland Welcome!
Namibia – Kaokoland – jeżeli chce się zrobić zdjęcie to niekiedy ryzykujemy skręceniem nogi idąc po takich kamieniach…

Kaokoland to nasz Święty Graal tej wyprawy. Im więcej czytałem o tym regionie przed wyjazdem tym bardziej byłem przekonany , że to będzie najważniejsza część naszej wyprawy… nie zawiedliśmy się!

Z Wybrzeża Szkieletów do Palmwag

Zostawiamy za sobą ocean i Wybrzeże Szkieletów. Jeden skręt o 90 stopni i drogą C39 jedziemy prostopadle do linii brzegowej. Mimo, że pogodę na wybrzeżu mieliśmy wspaniałą tu zaczyna rosnąć temperatura. Droga, którą jedziemy, powinna być odbierana jako nudna ale po Wybrzeżu Szkieletów – miejscu gdzie nic nie ma – wszystko jest ciekawe chociaż są też miejsca wspaniałe. Jeżeli w Swakopmund nie pojechaliście na Welwiczia Drive to tu welwiczii macie w jednym miejscu całkiem sporo.

Namibia – Welwiczia, jedna z najstarszych roślin, ich nasiona mogą wykiełkować nawet po upływie 2000 lat!

Robi wrażenie początek Veterinary Fence (Red Line)  – ogrodzenia dzielącego Namibię na północ i południe zgodnie z linią występowania chorób zwierząt, a szczególnie pomoru bydła, który w XIX wieku doszedł aż do Windhoek wybijając ponad 50% stad. O samej tej linii napiszemy w oddzielnym artykule, ale warto pamiętać, że z północy (ponad linią) na południe nie wolno przewozić żadnych produktów mięsnych!

Namibia – Kaokoland – sklepy z pamiątkami…

Wyjeżdżamy poza park narodowy. Brama taka zwykła więc trochę nas rozczarowała. Liczyliśmy na podobne czaszki jak na południu. Coraz więcej sklepików przydrożnych z szyldami handcraft, ale nie szukajcie tu rzeźbionych figurek to najczęściej sklepy z…. minerałami! Najczęściej są to sklepy samoobsługowe z kasą w formie puszki.

Kiedy osiągamy skrzyżowanie z drogą C43 to mamy “żabi skok” do Palmwag ale… Ale nas zainteresował Clay Rock. Nie widzieliśmy więc…. zobaczmy! Trzeba niestety pojechać z 25 km w prawo by wrócić do skrzyżowania i pojechać już do Palmwag. Czas mamy dobry więc jedziemy.

Namibia – Kaokoland – robimy drogi! Likwidujemy tarkę na gravelu!
Namibia – Kaokoland – Clay Rock

Naszym celem jest Clay Rock – wybitna skała z lewej strony drogi przed Vrede. Nie jest wielka, ale fajna i zrobiliśmy wielką przyjemność Stasiowi, który wspiął się na półkę skalną pod szczytem i kontemplował widoki (zobaczcie na filmie).

Wracamy do skrzyżowania i jedziemy dalej. Droga fajna. Z boku skaliste wzgórza, trochę w dół, trochę w górę, sporo zieleni więc nie dziwią nas zwierzęta aż wreszcie mamy konkret…. słoń na drodze! Popatrzył na nas ciężkim wzrokiem i poszedł w krzaczory… Kiedy podjechaliśmy do niego to okazało się, że tych słoni jest tam całkiem sporo. Spojrzenie na GPS i wiemy, że dziś raczej do Palmwag na camping nie przyjdą. Tym bardziej, że jesteśmy jeszcze przez zaporą weterynaryjną.

Namibia – Słoń przed Palmwag, albo…
Namibia – ….słonie przed Palmwag!

Wreszcie Palmwag! Aby wjechać na camping musimy poddać się rejestracji na bramie zapory weterynaryjnej dzielącej Namibię na zapowietrzoną północ i południe. Maty nasączone płynem zabijającym wszystko co złe na oponach na śmierć i mamy za kilometr skręt na camping.

Palmwag dziś to “polski camping”. Przed nami przyjechały dwa samochody z polskimi załogami i oczywiście z… Bocian Safaris! Poza nami Polakami jeszcze tylko jeden samochód. Jak na camping gdzie 10 lat temu mieliśmy miejsce na parkingu bo tylu było chętnych to naprawdę jest powód docenić bycie poza sezonem!

Z Palwag do Purros

Droga dziś krótka więc wstajemy niespiesznie, tankujemy samochód i ruszamy C43 do Sesfontain. Mijamy skręt do Ongongo Hot Springs gdzie się kiedyś kąpaliśmy i jedziemy dalej ciągle niespiesznie do skrzyżowania z D3706, która nas doprowadzi do Sesfontein.

Namibia – w prawo (do Opuwo), albo prosto…. PROSTO!

Sesfontein to głównie fort, a obecnie hotel. Ponadto mała stacja benzynowa, lokalne sklepiki i bary oraz urokliwy cmentarzyk. Parkujemy przed fortem gdzie działa restauracja i dajemy chłopcom nacieszyć się frytkami. Takie frykasy dopiero w Etoshy! Ruszamy dalej!

Namibia – droga do Purros – kto rano jedzie ten ma chmurki!

Lubię dojazd do Purros D3707, droga niekiedy kręta i wąska, raz góry, raz plains z deep sand. Nadal niby tak jak w Namibii ale czuć już oddech Kaokolandu, zupełnie nową jakość krajobrazu i jazdy.

Namibia – premia górska między Sesfontein, a Purros…

Spotykamy sympatyczną parę w Landku. Ponieważ to pustkowie to tradycyjnie zatrzymujemy się by wymienić uwagi o trasie jaka przed nami, a za nimi i przed nimi, a za nami. Martwią się brakiem paliwa w Sesfontein bo mogą stanąć przed Palwag, ale tam to już cywilizacja – dadzą radę! Pytają się czy wiemy, że mamy pół klapy (szczęśliwie górna część) z tyłu otwarte? Oczywiście nie wiemy i stwierdzamy brak miski z sokami i kilkoma garnkami.

Namibia – Landek z sympatyczną parą… Dzięki nim odzyskaliśmy trochę sprzętów biwakowych!

Trzy kilometry wcześniej była hopka w wyschniętej rzece i pewnie tam zmęczona klapa nie wytrzymała. Wracamy, Landek nas wyprzedził, a nie wypadało im kurzyć zajeżdżając drogę. Nasi nowo poznani znajomi dojechali więc pierwsi i już znaleźli nam większą część rzeczy… Ania wypatrzyła jeszcze kubek i miskę w krzakach bo właśnie policzyła to co się znalazło i odkryła, że ich właśnie brakowało.

Po tak szczęśliwym zakończeniu przygody i odzyskaniu zgub otwieramy lodówkę i częstujemy nowych przyjaciół zimnym piwkiem. Teraz możemy na spokojnie porozmawiać dłużej o tym co oni i my widzieliśmy. Takie wymiany informacji to pewien rytuał w Namibii na kompletnie bezludnych terenach. Zabezpieczamy klapę, żegnamy się i czas na Purros!

Purros Welcome!

W Purros zatrzymujemy się w najważniejszym miejscu czyli przy sklepie obok przekaźnika GSMu. Jeżeli myślicie, że to świetny punkt nawigacyjny to się…. mylicie! Maszt ma może z 8 metrów wysokości i prawie go nie widać! Lepiej wypatrywać sklepu. Pakujemy piwko do lodówki i mamy nieprawdopodobnie miłe spotkanie! Poznaje nas Bertus, który był naszym przewodnikiem na wyjeździe na pustynne słonie dziesięć lat temu! No nie ma rady…. piwo for ewrybady! Ale radość! Gadamy na przyzbie sklepowej z pół godziny!

Namibia – Purros – ja z Bertusem dziś i…. 10 lat wcześniej! Nic się nie zmieniamy (już nie farbuję brody)!

To cudowne spotykać tak miłych ludzi po latach. Bertus pracował w ramach miejscowej społeczności na campingu i tam się poznaliśmy. Urzekł nas swoją nieprawdopodobną sympatią i profesjonalizmem w tropieniu zwierząt. No i proszę! Spotkaliśmy się w miejscu nr 1 jeżeli chodzi o integrowanie społeczności… w sklepie! Bertus teraz pracuje w ochronie przyrody i m.in. śledzą tutejsze pustynne lwy. Jeżeli te się zbliżają do ludzkich siedzib to ostrzegają mieszkańców by np. nie pozwalali dzieciom oddalać się za daleko od domu i zapędzali do koralu zwierzęta na noc.

Namibia – Purros, żyrafa ikoniczna, epicka, eeeee…. Piękna!

Jeszcze pojechaliśmy trochę w stronę Puros Canyon  i spotkaliśmy cudowną żyrafę, ale na dojazd do przełomów już za późno. Może jutro?

Namibia – Purros – dziś ja robię za pogodynkę, a Ania za artystyczną wizję mapy Namibii!

Ruszamy przez wioskę na skróty (w Purros trudno znaleźć niekiedy drogę, ślady są wszędzie, trzeba jechać między domami na namiar GPSa i droga się w końcu znajdzie) i już na jej końcu widzimy pickup’a jadącego naprzeciwko  nas, ktoś macha do nas bardzo energicznie.

Namibia – Purros – panorama wioski
Namibia – Purros – kościół… rzadko kto tu bywa…

Okazuje się, że to właśnie obsługa campingu wraca do wioski. Dyżurny recepcjonista wsiada z nami i jedziemy na camping. Ma nam podłączyć wodę i dać drewno na ognisko. W trakcie jazdy okazuje się, że…. na campingu będziemy sami! WOW!

Namibia – Purros – sklep i z prawej (ta tyczka z gniazdem)…. to maszt GSM!

Purros Community Campsite

Camping jest w dolinie Hoarusib River jakieś ze dwa metry ponad dno rzeki, ale jej odnogi przepływają przy wysokiej wodzie przez camping. Genialne miejsce bo mamy wręcz las pomnikowych akacji! Na campingu nie ma sklepu i nadzwyczajnych wygód, ale każdy kto tu trafi opowiada, że to jeden z najpiękniejszych campingów w Namibii! Po prostu rządzi tu przyroda! Odwozimy recepcjonistę do wioski i po powrocie szukamy miejsca. Chcielibyśmy to gdzie byliśmy 10 lat temu ale jakoś nie rzuca nam się w oczy, a teren rozległy, a pamięć…. niekiedy zawodna.

Mamy piękną, wielką akację z nieprawdopodobnym konarem ze 2 metry nad ziemią (pewnie chłopcy go zaanektują do zabawy) więc się wpasowujemy samochodem i już… No ale nie stawiamy namiotów bo jeszcze piwko za udany dzień i nagle… jakiś ruch za pasem zarośli z 50 metrów od nas… Słonie!

Namibia – Purros – słonie na campingu!

Idą pojawiając się i znikając w zieleni, która nas od nich odgradza. Jak dobrze, że nie mamy namiotów postawionych! Wskakujemy do samochodu i jedziemy im naprzeciwko!

Dziesięć lat temu Bertus musiał nam słonie znaleźć, regularnie ludzie tu płacą za znalezienie pustynnych słoni, a my mamy je na campingu! Jedziemy…. nie widać… stajemy pod recepcją… Są! Idą dokładnie na recepcję, którą muszą okrążyć i… wejdą na nas! Dopiero teraz widzę ich ślady na piasku sprzed kilku dni. Stoimy na ich drodze…

Nie ma jak wykręcić, więc na wstecznym musimy przejechać przez jar, wyjechać na brzeg, wykręcić i czakać co będzie dalej już z jakimś polem manewru. Udało się dosłownie w ostatniej chwili! Sytuacja jest o tyle drażliwa, że to wielka słonica z synkiem! Ona nie zawaha się zaatakować jak stwierdzi potencjalne zagrożenie dla syna. Niby słonie tutejsze są przyzwyczajone do samochodów i turystów, ale zawsze może im się zdarzyć słabszy dzień…

Namibia – Purros – camping. Górne zdjęcie to słoń fotografowany z naszego finalnego miejsca campingowego. Dolne: porównanie stópek….

Dalszy rozwój sytuacji był ciekawy. Cofaliśmy się spokojnie przed słoniami, a one udały się do…. toalety w miejscu gdzie chcieliśmy się rozstawić na noc. Te bushtoilet to piękne miejsce odseparowane od innych… zielenią…. krzalem… czymś co słonie lubią! Ale fajne uczucie jak bierze się prysznic, a tu trąba słonia wypija wodę z niego! Później…. słonie poszły do… kolejnego miejsca, które wybraliśmy jako ewentualnie dobre na biwak… Znaczy się dobrze wybraliśmy ponieważ słonie są mądre i jeżeli one miały takie samo dobre, smaczne, zdanie o miejscu to plus dla nas… No ale kiedy tak cofaliśmy się przed słoniami zobaczyliśmy…. nasze miejsce sprzed 10 lat!

Namibia – Purros – chłopcy przygotowali ognisko

Miejsce to nie miało w pobliżu żadnych śladów słoni i było jakby odgrodzone takim głębokim na 2 metry jarem od reszty campu. Słonie nie lubią takich przeszkód więc pojechaliśmy się rozstawić, rozpaliliśmy solidne ognisko, a słonie z 50 metrów od nas jadły soczyste krzaki jeszcze z godzinę po czym rozpłynęły się w zapadającej ciemności… Poszły do wodopoju w miejscu, gdzie Hoarusib River trochę wody wypuszcza na powierzchnię…

Namibia – Purros – dobranoc!

Zobacz film “Drogi Kaokolandu”!


Wybrzeże Szkieletów – strona głównaKaokoland w korycie Hoarusib River


Wyprawa organizowana wspólnie z Bocian Safaris

(Namibia) www.namibia.com.pl

 


(c) Portal Małego Podróżnika

Share