SZWECJA – Varning Barn! – BLOG dzień 8

SZWECJA Varning Barn baner

Wyprawa do SZWECJI – Varning Barn!
BLOG dzień 8
czerwiec 2009

Ostatni dzień w Szwecji! W nocy lało tak, że byliśmy pełni obaw co do naszej wizyty w rezerwacie Eriksberg. Ale poranek był całkiem całkiem.

Nawet się cieszyłem, że nie ma pełnego słońca bo kontrasty byłyby straszliwe i zdjęcia zwierząt w gęstym lesie wyszłyby beznadziejnie. Rezerwat przyrody urządzono na terenach należących niegdyś do dworu Eriksberg. Obejmuje wspaniałe lasy rosnące na granitowych wzgórzach. Drzewa liściaste i iglaste, skrawek wybrzeża z licznymi skalistymi wyspami i zatokami, bardzo urozmaicona rzeźba terenu. Jest to siedlisko orłów a także największy w Skandynawii teren występowania znajdującej się pod ochroną czerwonej lilii wodnej. Rezerwat zwiedza się na dwóch trasach samochodowych podziwiając pasące się na wolności daniele, jelenie, dziki, żubry i muflony. Jest również chata skansenowa pokazująca jak żyli tu dawniej ludzie i trasa piesza. Na wysokim brzegu morza znajduje się miejsce piknikowe.

Wstęp dla turystów będzie dopiero za miesiąc ale dla portalu Małego Podróżnika otworzyły się bramy rezerwatu. Sympatyczny pan Ollson manager parku poświęcił nam czas objaśniając wszystko to co wiedzieć powinniśmy przed udaniem się do wnętrza rezerwatu. Później czekał na nas aby zaprezentować sale edukacyjne. A wokół kręcił się tłum budowlańców. Powstawały nowe lub też były adaptowane budynki. Kładziono instalacje i naprawiano drogi. Za miesiąc siedziba rezerwatu będzie miała wiele nowego miejsca na wystawy wspaniale wkomponowanego w krajobraz.

Ruszamy na szlak. Jedziemy najpierw na długą pętlę. Jak tylko oddaliliśmy się od budowlanego rozgardiaszu to powitała nas rodzina dzików. Niby nie zwracały na nas uwagi, ale szybkie spojrzenia co chwila sondowały nasze zamiary. Pozwoliły na zrobienie im zdjęć i poszły dalej widząc, że z nas niedobrzy czyli odpowiedzialni turyści co zwierząt nie dokarmiają. Dziki jeszcze spotykaliśmy wielokrotnie. Raz locha z małymi dała nam pokaz siły tocząc ryjem głaz, którego przewrócenie nieźle nadwyrężyło by mój kręgosłup. A przecież ani ja mały ani słabowity nie jestem.

Michaś śpiewał piosenkę: “Kto zobaczy w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka….”. Później królowały jeleniowate pojawiając się to z lewej, to z prawej dzięki czemu nie było kłótni między Stasiem i Michałkiem kto lepiej widział. Pod koniec długiej pętli skręcamy na miejsce piknikowe. Po drodze jeziorka i coś jakby las namorzynowy w miniaturze. To królestwo kaczek i gęsi. Niechętnie ustępują z drogi przez samochodem. Miejsce piknikowe z pięknym widokiem na wąskie zatoki, które mają w sobie morską już wodę. Aż wierzyć się nie chce. Tylko spojrzenie na mapę i GPS upewnia, że to nie jezioro. Podoba nam się toaleta z oknem, które wykorzystywać możemy do… obserwacji zwierząt pasących się w dolince.

Krótka pętla początkowo nie zapowiadała ciekawostek, ale jednak… Najpierw dawne gospodarstwo, obecnie skansen. Wewnątrz dawne wyposażenie. Zdjęcia i historia jej mieszkańców. Ciekawi mnie stosik gazet sprzed II wojny. Historie z 1925, 1929 roku. Można usiąść i jak nie poczytać to przynajmniej przejrzeć ilustracje. Co ciekawe rysowane w bardzo podobnym stylu jak w naszych gazetach z tego okresu.

Dalej zwierzęta mamy coraz większe. Dwa wielkie jelenie samotniki wśród głazów wielkości domków działkowych. Zjeżdzamy do szerokiej, porośniętej trawą dolinki. Żubry!!! Całe stado!!! Pasą się ale zawsze któryś patrzy w naszą stronę. Jeszcze mają część zimowej sierści ale już w większości są mniej kosmate niż zimą. Przecież idzie lato – nie ma co się przegrzewać. Jeszcze daniele na skałach ponad nami i czas wracać do siedziby dyrekcji rezerwatu. Dziękujemy panu Ollsonowi i zwiedzamy wystawy. Chłopcy zachwyceni każdym eksponatem, który mogą sprawdzić. Cieszy ich żołądź z robaczkiem i galasówka. Respekt czują tylko przed niedźwiedziem.

Wracamy do Karlskrony. Ponieważ niektóre atrakcje miasta chłopcy przespali kiedy przypłynęliśmy, teraz uzupełniamy zwiedzanie a pozostały czas….. Tak! Spędzamy w Muzeum Morskim. Trzeba bowiem powiedzieć, że za pierwszym razem zwiedziliśmy tylko połowę muzeum bez m.in. całej części edukacyjno rozrywkowej. Ponieważ była promocja i dostaliśmy bezpłatne bilety to tym chętniej wróciliśmy tu. Oczywiście zaliczyliśmy podwodny tunel ale na piętrze….

Zabawa we wnętrzu statku, zabawy edukacyjne, chłopcy mający do dyspozycji radar i radiostację statku, wnętrze łodzi podwodnej,… itd… itp… Trudno wszystko wymienić. No i na koniec poszliśmy zwiedzić wojenne okręty zacumowane przy muzeum. Trzy godziny jak z bicza strzelił. Chłopcy przeszczęśliwi i zmęczeni co dobrze wróży ich wcześniejszemu pójściu spać (O! Jak się pomyliliśmy…).

Kończy się dzień i jedziemy na prom. A co dalej…. Zapraszamy na ostatnią stronę relacji…



Dzieci….


….spały,…


…deszcz mżył i nic nie zapowiadało nadchodzącej przygody.


To nasz ostatni dzień w Szwecji.
Czuliśmy, że wielkie omszałe głazy Eriksbergu….


….i soczyście zielone lasy Eriksbergu mogą skrywać tajemnice.


Migawka szybsza niż nasz wzrok zarejestrowała, że to nie duch ale dziki….


Aż wreszcie chyba zostaliśmy zaakceptowani przez mieszkańców Eriksbergu
i mogliśmy widzieć coraz więcej.


Dziki spokojnie szukały w pobliżu nas pożywienia.


Zwierzęta stały kilka chwil nieruchomo…


….czujnie nam się przyglądając.


Nawet królewskie jelenie zaszczyciły nas swoim widokiem.


Gęsi jakie są….


….każdy widzi.


Michałek pokazuje zwierzęta Maku Mace.


Stasio wszystko pilnie dokumentuje.


Wreszcie królowie puszcz i nieprzebranych lasów – żubry.


Wracamy zwiedzić muzum i sale edukacyjne przy rezerwacie.


Żołądź….


…ma lokatora!


Trochę się go boimy….


…ale po chwili bawimy się w najlepsze.


Na sam koniec, na ostatnich 200 m przed bramą pokazał nam się… strażnik lasu…


Chłopcy od emocji zgłodnieli więc znajdujemy ładne miejsce i robimy jedzonko.


Michałek znakomicie opanował sztukę gotowania.


A i jedzenie z menażki dostarcza mu wiele radości.


Uroczy zabytkowy most.


Z powrotem w Karlskronie – Muzeum Marynistyczne.
Staś uczy się chodzić po rejach.


Tak jest łatwiej… 🙂


Mamy nowego radzika i nawigatora jednocześnie.


O! Kambuz.


Odpoczniemy z mamą w hamaku.


Wentylatory + model żaglówki pozwalają na naukę
dlaczego możemy płynąć nie zawsze z wiatrem.


Tu M/S Mały Podróżnik! Jak mnie słyszysz?


Jak radio padnie będziemy używać flag sygnałowych.


Torpeda! Poszła….


Jak oni mogli na takich małych kojach wytrzymać?!


Ale torpedy!


Ale celownik takiej wyrzutni to już całkiem skoplikowane urządzenie.


Cztery galiony i Staś.


Podwodnego tunelu (tu zjazd windą)…


…chłopcy nie odpuścili


Akwarium dla modelu łodzi podwodnej.


Idziemy zwiedzać okręty zacumowane przy muzeum.


W maszynowni jest najfajniej.


Ilość zaworów, pokręteł, przełaczników….


…chłopców zachwyca.


Aby wyszli z muzeum bez płaczu idziemy na lody!


Zwiedzania Karlskrony cd. Najmniejszy pomnik upamiętnia Nilsa Holgerssona.
Chłopca zamienionego przez czary w karzełka i bohatera książki
“Cudowna Podróż” Salmy Lagerlöf, która jako pierwsza kobieta
otrzymała literacką nagrodę Nobla.


Staś usiłuje się zaprzyjaźnić…


Dochodząc do kościoła Admiralicji napotykamy kolejny pomnik.
To Mats Rosenbom, najsłynniejszy chyba mieszkaniec miasta.
Pomnik jest jednocześnie skarboną na datki.
Trzeba tylko podnieść ciężki kapelusz.

Dobranoc!


Zobacz: NASTĘPNY DZIEŃ (9), strona główna, poprzedni dzień (7)

(c) Portal Małego Podróżnika

Share