INDONEZJA – wyspy BALI i GILI, SINGAPUR – 24 X SINGAPUR

MP_BALI_baner250
INDONEZJA – wyspy BALI i GILI, SINGAPUR
24 X, SINGAPUR

 

SINGAPUR – Chinatown

Spaliśmy dramatycznie długo (do południa) – widocznie jet lagi odpuściły a i dzień wczorajszy był męczący. Staś zbudził się ostatni i… zwymiotował. Niby sama woda, którą wypił przed chwilą ale jak zwykle niepokój w nas zasiał. Generalnie jest z niego przylepa i poleguje. Zły znak…

Ponieważ do ZOO, które planowalismy na dziś nie ma sensu jechać bo już za późno postanawiamy zreanimować Stasia co nam się udaje m.in. w knajpce obok hotelu. Kolorki i humor mu wracają. Jedziemy na ulicę Meczetu – pierwszą prawdziwą ulicę Chinatown od naszej strony czyli Little India. Staś już w pełnej formie, tłuką się z Michałkiem. Plączemy się wąskimi i kolorowymi uliczkami.

Trafiamy wreszcie tam gdzie absolutnie każdy trafić powinien: China Heritage Centrum – czyli muzeum z niesamowitą ekspozycją wszystkiego co dotyczy historii Singapuru i Chińczyków tutaj. Archiwalne zdjęcia, zapisane głosy, odtworzone z pietyzmem i realizmem wnętrza, jakby właściciele właśnie wyszli, pozwalają zapoznać się z życiem mieszkańców Singapuru w momencie kiedy gwałtownie zyskiwał na znaczeniu.

Jest to też świetne miejsce aby poznać życie Chińczyków na całym świece. Nie omijajcie tego miejsca!!! Naprawdę warto!

Dalej plączemy się po uliczkach… Jak Chińczycy to wszechogarniający handel chociaż nikt już Chinatown nie bierze poważnie za miejsce do handlowania. Oczywiście uliczki opanowane przez setki sklepików z pamiątkami dla turystów, ale o dawnym, prawdziwym handlu mowy tu nie ma. Chłopcy uparli się na silikonowe włochate wypraski z błyskającymi diodkami. Najpierw mimo perswazji, że nie mamy wiele miejsca biorą po dwa duże. Jeden traci powietrze więc po jedzieniu idziemy wymienić i wtedy dają się przekonać, że lepiej mieć mieć dwa małe niż jeden duży. Wymieniamy więc dwa do czterech. Chińczycy spokojni dopłat nie żądają… 😉

Jednym z nowszych elementów Chinatown jest wspomniane Heritage Centrum a kolejnym to… Food Street. Cała ulica zastawiona słołami jak stąd po…. kolejną street i oprócz restauracji mamy tu ogromną ilość zwykłuch budek z…. No właśnie z najróżniejszym pysznym jedzeniem. Siadamy strategicznie między budką z piciem a budką z piekną wystawą najróżniejszych hm…. dobrodziejstw do upieczenia. Bierze się talerz na nakłada co się chce. Placuszki, springrole, zapiekane krewetki, multum tego, części nie znamy, ale wszystko cudownie pyszne. Kiedy dokonaliśmy wyboru talerz wędruje do pana, który to wszystko piecze na głębokim oleju, ozdabia zieleniną, dodaje miseczki cudownych sosów do maczania, kroi na kawałki na raz do pysia, dodaje pałeczki i…. już się można rozkoszować.

W Chinatown miło spędzamy czas do zmierzchu. Później wędrujemy na most Elgin aby podziwiać cudownie oświetlone serce miasta.

Czas mija nieublaganie a to nie koniec atrakcji – czas na powrót pod ONE do fontanny Wealth na nocną iluminację. Najpierw patrzymy ze współczuciem na turystów z limitowanym czasem pod fontanną – trzy kółeczka z ręką w wodzie i wypad! Ochrona wpuszcza po 20 osób. My siedzimy na górnym poziomie nad nimi i naprawdę jest to lepsze niż w niecce fontanny. Mamy wokół siebie wieżowce Suntec i pięknie oświetlony skwer. U naszych stóp niecka fontanny z wyrastającym z niej ringiem. Pokaz zaczyna się już przed 20.00 wyświetlaniem reklam Suntec’u i zachęcaniem do zakupu laserowo wyświetlanych na wodzie życzeń. Muzyka gra, są wreszcie kolory i nagle…. w kolumnach słychać jak jeden z komputerów zamknął Windows’y… dramat! Wniosek z tego jest taki: Chcesz mieć fontannę z bajerami to nie kupuj Wingrozy tylko stabilnego Linuksa!!!!

Pokaz był w sumie taki sobie. Gdyby chcieli to wyczarowaliby więcej. Wygląda na to, że sprzęt oświetleniowy jest przy tej fontannie ze 3 generacje za tym co się dziś używa. Ale najważniejsze, że chłopcom się podobał!

Wracamy jak zwykle późno do domu i padamy po lekkim podpakowaniu się bo jutro lecimy na Bali…

Zdjęcia??? Oczywiście!!!


Pierwszy widok z Chinatown – Mosque Street.
Staś odzyskał siły i mają świetną zabawę – kopanie się!


Równoległa do naszej ulicy Meczetu, główna ulica handlowa.


Zwiedzamy Heritage Center w Chinatown.
Muzeum powstało z presji turystów całkiem niedawno. Pytali: Singapur dramatycznie
się zmienia a gdzie pokażecie swoją historię??? Za poszczególnymi literami z imionami
kryją się historie ludzi.


Po ciężkiej pracy czas na opium i hazard. Zakrwawiony nóż i rozrzucone kostki domina
opowiadają krwawą historię….


Sceny z targu. Z prawej to przygotowany do patroszenia wąż.


Zachowano m.in. autentyczne schody wydeptane na 2 cm i stare korytarze.


Warsztat krawiecki z małym rowerkiem, na którym jeździło dziecko jednej ze szwaczek.


Wędrujemy dalej….


Dzielnice na granicach już nie przenikają się. Z jednej strony granicznej ulicy dawny złotnik,
z drugiej współczesne wieżowce.


Meczet w sercu Chinatown w wielokulturowym Singapurze
nikogo dawniej nie dziwił.


I jeszcze trochę kontrastów.


A to architektura jaką tu lubimy najbardziej.


Chłopcy co chwila miotani są sprzecznymi uczuciami,
>co w zalewie pamiątek im się podoba najbardziej.


Mniam Mniam!!! I to kusi i to nęci!


Staś twardo stara się jeść pałeczkami – miejsce zobowiązuje!


Dokładka. Cudowna Food Street.


To samo miejsce kilka godzin później.


Widok z Elgin Bridge.


….


I jeszcze raz… – z prawej to Boat Quay.


Wealth Fountain – ręka do wody, pomyśleć życzenie i trzy razy szybko dookoła
bo ochrona wyrzuci i się nie spełni….


My to zrobiliśmy wcześniej więc czekamy na iluminację.


No wreszcie są kolory! Chłopcy zadowoleni.


….


ŁŁŁAAAA!!!! Ale strzeliła!


Podoba się bardzo.


Ostatnie spojrzenie….


Wyjście spod fontanny przez centrum handlowe.
Ciekawe dla kogo ten rozmiar buta? Gołota???


Jeszcze trochę zabawy. Nad nami ściana ONE Tower.
DOBRANOC!!!

 


…:: kolejny dzień :::: strona główna :::: poprzedni dzień 23 X ::…

(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share