Europa z Eurocampem (Włochy, Francja) – tydzień 1 – dojazd i Vinci

Europa z Eurocampem (Włochy, Francja)
Tydzień 1 – WŁOCHY, Toskania – 2014

DOJAZD

Dojazd mamy taki hardcore. ponad 1500 km. Oczywiście wyjeżdżamy późno ale… Do granicy 3.5 godziny – super! Czechy szybko bo działa A1. Austria – tu wolniej bo góry i deszcz i remonty autostrad. Włochy… Mocno spóźnieni i na dodatek straszny deszcz i ograniczenia na autostradach nawet do 60 km! Koszmar… Jesteśmy na miejscu o 2 w nocy! zamiast planowanych 14-15 mamy 17 godzin. Leje… To jest Toskania? Wygląda na Finlandię, albo lasy deszczowe. Jak zaczęło lać na granicy włoskiej tak lało przez cały przejazd! Na campingu recepcja wymarła – szczęśliwie jest telefon na tablicy. Po 10 min jest recepcjonista, który daje znać agentowi EC i wiemy gdzie mamy spać. Zabieramy dzieci i podstawowe rzeczy do namiotu i spać…

ZDJĘCIA:


Autostrada A1 przez Czechy znakomicie przyspiesza przejazd.
Oczywiście od momentu kiedy zakończyli inwestycje i są obwodnice.


Na rozprostowanie nóg warto zjechać z autostrady.


Austerlitz.


Na ten widok zawsze czekamy! Ukochany Mikulov.


Tym razem mijamy go i…


…pędzimy w kierunku granicy. Obsługują ją Austriacy.
Czeska część jest wymarła. Jest tylko budka z winietami.


Austria wita!


Słynny z korków Poysdorf. Znamy jego objazd przez…
…pole golfowe!


Za tablety wynalazca powinien dostać Nobla…
…od rodziców, którzy pokonują długie dystanse z dziećmi.


Wiedeń – tu liczy się tylko droga A2 na Graz…


Okolice Klagenfurtu…


Za Villach zaczyna się przejazd przez góry.


Bardzo dużo kilometrów pokonujemy…


…imponującymi tunelami.


Camping Barco Reale na ostaniej kzywej.
Krzywej nie prostej, bo dojazd serpentynami.


Dzień 1

Dziś mamy to słynne załamanie pogody, o którym usłyszeliśmy wczoraj, przeczytaliśmy w meteo i doświadczyliśmy. Robimy więc to co inni na campingu: odsypiamy dojazd, zwiedzamy camping, odwiedzamy sklepik by kupić węgiel do grila.

Bardzo nam pomaga zabranie walizki z klockami Lego. Chłopcy nie ochłonęli po wizycie w Legolandzie. Są tak naspidowani na konstrukcje z klocków, że coś rewelacyjnego. Wykorzystują mix klocków z wielu systemów i robią swoje konstrukcje. Najlepsze są opisy tego co zrobili… W sumie można mieć satysfakcję, że jak na wiek mają naprawdę wielką wiedzę z techniki, kosmonautyki, kultowych bohaterów filmowych…

Pogoda w sumie jest “do życia”, ciepło, od czasu do czasu coś pokropi ale jest OK! Dopiero wieczorem jak słońce zachodzi to opad przechodzi w fazę intensywną. Ale wieczorem mamy poza składaniem lego jeszcze ciekawy mecz. I to nie na Mundialu, ale w siatkówkę między Polską, a… Włochami! Polska wygrywa 3:1!!! Chyba się Włosi będą krzywo na nas patrzeć. Ale trzeba przyznać, że komentarz w RAI Sport był dla Polski i organizacji meczu bardzo bardzo pozytywny. Najbardziej zazdrościli nam kibiców, którzy tak kochają siatkówkę!

ZDJĘCIA:


Chcemy być pewni, że jesteśmy w Toskani więc przyszło
dwóch miejscowych to potwierdzić.


Rano pada ale…


…mamy Lego i dużo miejsca.


Bardzo dobrze zorganizowana jest selekcja śmieci.


Dzień 2

Lało w nocy nieprawdopodobnie i dobrze bo przed południem chmury się rozstąpiły i słońce postanowiło nadrabiać straty z poprzednich dni. Upał i parno. Wszystko schnie błyskawicznie.

Idziemy na spacer po campingu. Wrażenie ma się, że to malutki camp wciśnięty w zbocze góry. Nic bardziej mylnego. Camping zajmuje całą górę i jest jak gniazdo zawieszone nad całą okolicą. Dzięki niezwykle ukształtowanym półkom, dróżkom, niszom itd… itp… jest bardzo dużo miejsc ale nigdy nie jesteśmy w tłumie. Zawsze mamy wokół siebie przestrzeń. To nie campingowy kołchoz, ale miejsce zapewniające spokój i intymność. Mamy tu kwatery dzierżawione m.in. właśnie przez Eurocamp ale i sporo genialnych miejsc na campery i namioty.

Wybraliśmy się na spacer wokół wzgórza. Jest to ścieżka, która prowadzi z boku normalnych dróg na campingu i służy tylko do rekreacji. Na trasie są stanowiska do gimnastykowania się.

ZDJĘCIA:


Witamy słońce!


Ścieżka zdrowia.


Tu widać jak położny jest nasz camping nad najbliższym miasteczkiem…


…i resztą okolicy!


It’s our normal…


…physical activity.



Można i tak.


Sprawdzamy namiot na przyjazd gości…
Sypialnia OK!


Obiadek jako przerwa w odrabianiu lekcji.


VINCI

Jesteśmy raptem z 5 km od Vinci. Może by tak przejść się na piechotę? Recepcjonista kręci głową. Absolutnie nie! Samochodem 30 minut! No ale jak to?! To tak blisko… Ale zapominamy, że tu nie ma skrótów i ścieżek po poziomicy. Tu pakujesz serpentynami w dół i pakujesz serpentynami w górę. Dla samochodu te 700 metrów góra-dół to nic, ale dla ciebie w tym upale… Tiaaa… Trzeba słuchać miejscowych więc samochód.

Vinci… brzmi dźwięcznie tak z górnego rejestru częstotliwości ale co to za miejscowość, z czym się kojarzy… Vinci… Łał! Leonardo da VINCI! Zgadza się! Leonardo z Vinci! Tak naprawdę to mieszkał ze 3 km od miasta i… też miał problem! Te 3 km to pewnie ze 400 metrów w górę. Po bułeczki rano do sklepu nie miał szansy wyskoczyć! No ale zaczynamy od miasteczka. Taka mała beza. Nie jest otoczone w całości murami, ale jest zamek i starówka na grzbiecie wzgórza. Można sobie wyobrazić jak to dawniej wyglądało w czasach Leonarda. Dość blisko mamy Florencję. Wspaniałe miasto pełne bogaczy czyli potencjalnych sponsorów dla ludzi uzdolnionych.

W Vinci chcemy poznać wszystko co tu wiąże się z Leonardo. Zaczynamy więc od… kasy. Główna kasa zapewni wam wszystko od mapy miasta po bilet na wszystkie atrakcje! A jak już jesteście przy tej kasie to zacznijmy od pierwszego muzeum. Tu jest najwięcej o Leonardzie i co ciekawe Mistrz jest pokazany czasami na tle innych naukowców i wizionerów. Np. gdy dojdziemy do działu optyka to okaże się, że tylko Kepler był w stanie lepiej czy raczej dokładniej opisać jak powstaje obraz w ludzkim oku!

Fantastycznie posegregowano to czym się Leonardo zajmował. Jak dochodzimy do machin wojennych to mamy modele i szkice tych machin i od razu widać czy mogły działać i czy kierunek wyznaczony przez Leonarda był właściwy… bardzo często był!

Po muzeum pora na wędrówkę uliczkami którymi sam Leonardo wędrował. Jak macie szczęście to staniecie na kamienie na które stawał sam Mister da Vinci. Szczyt wzgórza wieńczy zamek. Teraz to też muzeum. Największą atrakcją są co prawda sklepy z pamiątkami na dole i… wieża z jej tarasem widokowym. Trafiamy na zmianę frontów atmosferycznych więc jest ciepło, ale wiatr wieje jak szalony. Widoki jednak znakomite! I nie chodzi tu o samo miasto u stóp naszych ale i okolice pełne winnic, gajów oliwnych i cyprysów…

Kiedy nasyciliśmy się miastem i zaliczyliśmy miejscową gelaterię czyli zjedliśmy wspaniałe włoskie lody czas na udanie się do domu gdzie Leonardo się urodził. Można doń pójść 3 km…. zły pomysł… lub pojechać… już lepiej! Dom Leonarda mijamy, za nim z 200 metrów pojemny parking. Nic nie psuje wrażenia upływających wieków bo idziemy aleją w gaju oliwnym. Co do oliwek mamy pewne podejrzenia które potwierdza pracownik muzeum… Tak! Niektóre z tych oliwek mogą pamiętać Leonarda!

Dom rodzinny Leonarda da Vinci jest jednocześnie imponujący i skromny. Z zewnątrz w kształcie litery “L”, z łamanego kamienia. Wnętrze puste i jedynym trwałym elementem architektonicznym jest kominek. Bardzo duży by można było w nim palić w chłodne dni wielkimi szczapami. Sam Leonardo jest tu obecny w formie popiersia i swoich dzieł. Co ciekawe nie zawsze ten dom był w świetnym stanie jak na dziedzictwo Włoch i Świata by wypadało.

W salach mamy m.in. całe historie opowiadane na multimedialnych ekranach o tym jak ten dom wyglądał wkrótce po II wojnie… nie wyglądał… No ale został odbudowany i cieszy nasze oczy… Otacza go wspomniany gaj oliwny z drzewami po 300 lat! Jak zapuścicie się dalej to i figowca znajdziecie. Jesteśmy wiosną późną lub latem wczesnym ale i tak figę znajdujemy taką już całkiem całkiem…

Wracając pełni wrażeń odwiedzamy jeszcze Coop w Lamporeccio czyli supermarket. Focaccia, arbuz, oliwa i przecier pomidorowy, sól i pieprz… Idealne kulinarne zakończenie dnia. Żadnego gotowania i tracenia czasu. Na środek talerza wędruje plama gęstego, słodkiego przecieru z pomidorków. Otacza go zaczarowany krąg oliwy bez głupich dopisków “ekstra dziewica” – bo ona taka tu jest… Jeszcze sól i… pieprz… i focaccio! Boszeeeeeeee! Ja tu żyję! Jak chcę na Śródziemnomorze! Ja tu JESTEM! Oczywiście do tego wino kupione na…. campingu! Ale nie jakieś tam… Ale z półki: produkty lokalne! I oto chodzi! Tanio ale nie znaczy jak często gorzej… Taniej ale ZNAKOMICIE! Bo z miejscowej winnicy, którą sprzedawca pokazuje mi na mapie bym podjechał do nich. Podobno mają znakomite jeszcze inne wina…

Kończę i zapraszam do obejrzenia zdjęć… I pamiętajcie! Żaden opis nie odda tego co możecie zobaczyć i skosztować tu sami!

ZDJĘCIA:


Poranna kąpiel na campingu.


Jedziemy do Vinci…


…w pięknych okolicznościach krajobrazu…


VINCI – Tata, mama! Co to? Czy można na to wejść?


Współczesne pomniki powinny być użyteczne np. jako ścianka do zabawy.


Nowoczesny pomnik jest w stylu Leonarda…



Sala muzeum z modelami dźwigów projektu Leonarda.


Mnóstwo szkiców. Pasjonowało go np. przenoszenie napędu.



Jak nie dźwigi to w sferze zainteresowań Leonarda było…
… zautomatyzowanie tkalni.



Wejście na zamek.


Najpierw trzeba sprawdzić mniej konwencjonalne metody wejścia.


Machiny wojenne Leonarda.


Sala poświęcona maszynom latającym.


Maszyny latające cd…



Rower.



Dział z optyką.


A ten duch to…


…projekt stroju nurkowego!


Widok z wieży zamku w kierunku domu rodzinnego Leonarda.



Uwielbiam śledzić przez tele geometrię dachów.


Widok z zamku cd…



My smagani wiatrem…


Dobrze, że wiatr był ciepły ale wręcz głowę urywał.


Widoki na okolicę…


…i miasto…


Fasada kościoła w którym był ochrzczony.


W tej chrzcielnicy ochrzczono Leonarda.


Wnętrze kościoła.


Zaułki…


…place z pomnikami…


Jedna z uliczek…


Mix Toskanii z Leonardem.


Ciekawe pamiątki… wreszcie coś co naprawdę można przywieźć!


Piękna ceramika to też jedna z ważnych pamiątek z Toskanii.



Uliczka Vinci.


Czas zobaczyć dom gdzie urodził się Leonardo – okolica piękna.


Gaj oliwny otaczający dom Leonarda.



Przed wejściem do domu – nad oknem herb rodzinny.


Gospodarz.


Skromna ekspozycja, trochę dzieł…


…i instalacja multimedialna pozwalająca na dokładne obejrzenie słynnych dzieł.


Idziemy do gaju oliwnego zobaczyć jaki widok miał spod domu Leonardo.


M.in. taki…


Michał na camp. ze swoją pamiątką z Vinci.
Te kulki bujają się i kręcą jakby grawitacja nie istniała.


To zdjęcie zrobione po północy. Te światło w drzewach to księżyc i poświata lamp z camp.
Natomiast najważniejsze są te kreski i punkciki na czarnym tle. To masa świetlików,
które wyglądały jak iskierki (wersja z czasów Leonarda)
lub latające diody LED (wersja współczesna).


NASTĘPNY WPIS: VOLTERRA, strona główna wyprawy

Zobacz również 


EUROCAMP


Camping Barco Reale


Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.


(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share