Bezpieczeństwo dziecka w podróży, zabawie i na co dzień…

Tytuł sugeruje bardzo szerokie potraktowanie tematu bezpieczeństwa i unikania zagrożeń, ale z bezpieczeństwem jest jak ze szczepionkami. Zwykle ludziom wydaje się, że szczepionki i “żółte książeczki” potrzebne są tylko podróżnikom (w egzotykę), a naprawdę większość szczepień przydatna jest w Polsce.
Podobnie jest z bezpieczeństwem w podróży: pewne zasady i odruchy przydają się na co dzień. Nie tylko na feriach, weekendzie nad jeziorami, wakacjach w Polsce lub w dalekiej egzotyce ale też na podwórku i w domu.


Przede wszystkim dziecku trzeba tłumaczyć rzeczy dla nas oczywiste. Mówić, mówić i jeszcze raz mówić! Wskazywać zagrożenia i chwalić gdy już samo o wielu ważnych rzeczach pamięta. Musimy też pamiętać, by bezpieczeństwo było sprawą bez dyskusji, nawet narażając się czasem na zniecierpliwienie, czy protesty dziecka.
Tak jak oczywistym jest dla nas, że małe dzieci nie znają liter i nie umieją czytać (zatem trzeba je tego nauczyć), tak samo powinno być dla każdego oczywistym, że dziecko nie ma świadomości zagrożeń i nie potrafi sobie wyobrazić konsekwencji swoich zachowań. Im wcześniej dzieci zostaną przez nas nauczone co jest lub co może być niebezpieczne, tym większa szansa, że unikną tzw. głupiego wypadku.
Poniższy spis mamy nadzieję pomoże rodzicom uświadomić sobie na co warto zwracać uwagę w konkretnych sytuacjach i jaką podjąć decyzję by miło oraz bezpiecznie spędzić czas całą rodziną.

 

1. KULIGI

Bardzo przyjemna zimowa rozrywka ale niestety prowadząca niekiedy do tragedii. Oto kilka zasad jakie muszą być przestrzegane.

1.1. kulig rozpoczyna się na drodze leśnej/polu gdzie nie ma żadnego ruchu kołowego innych pojazdów

Nie pozwalajcie na takie sytuacje, że dzieci siadają na sanki doczepione za saniami/samochodem/… na drodze z obietnicą iż tylko np. 300 metrów podjedziemy drogą publiczną (z normalnym ruchem – nawet bardzo rzadko uczęszczaną) przez wieś i już skręcimy w las. Niestety te 300 metrów może być zdecydowanie za daleko. Nikt nie zagwarantuje, że akurat nie wyjedzie sąsiad z bramy prosto na sanki ciągnięte za saniami/traktorem. Traktor/sanie widać, ale sanek za nim często już nie.

1.2. linka między “ciągnikiem”, a pierwszymi sankami musi być dostatecznie długa

Sanki mają poślizg, ale nie traktor. Gdy on hamuje lub zakopie się w śniegu, sanki wjeżdżają pod niego! Kiedy prowadzący tego nie zauważy może buksującymi kołami rozjechać dzieci. Zresztą samo uderzenie w pojazd może źle się skończyć.

1.3. Jedna osoba patrzy wyłącznie do tyłu obserwując dzieci na sankach

Nie może być tak, że jedzie tylko kierowca/woźnica, który patrzy się do przodu i do tyłu jednocześnie. Powinna być druga osoba, która obserwuje co dzieje się z dziećmi na sankach. Dzięki temu można szybko zareagować na powstały problem (np. wywrotkę sanek z dzieckiem)

1.4. niewielka szybkość kuligu z doczepionymi sankami

Pomimo radosnych okrzyków dzieci “szybciej, szybciej!” nie powinno się jechać szybciej niż 20 km na godzinę, a na wąskiej leśnej drodze jeszcze wolniej. Wyobraź sobie co się stanie, jeśli rozpędzone sanki z dzieckiem wjadą między drzewa. Nieszczęście gotowe.

1.5. uświadamiamy dzieciom, że konie mogą szarpnąć saniami

Czyli podczas konnego kuligu muszą się czegoś trzymać i najlepiej siedzieć w saniach.

1.6. ciepłe okrycie

Na kuligu się marznie! Tak to jest na kuligu, że po 5 – 10 minutach zaczyna być zimno. Ci, którzy profesjonalnie organizują kuligi wiedzą o tym i dbają o to, aby na saniach były koce. Często jednak nie ma czym się okryć więc profilaktycznie lepiej siebie i dzieci zabezpieczyć zabierając dodatkowe ciepłe okrycia. Najlepiej założyć im spodnie zimowe lub kombinezon narciarski. Przydają się także chemiczne ogrzewacze.

1.7. kulig z pochodniami i sztucznymi ogniami

To świetna zabawa dla dzieci, ale pamiętaj by po pierwsze cały czas ktoś miał na oku dziecko (jeśli opuszczą pochodnię w dół, mogą podpalić sobie kombinezon) a także jeśli jest więcej dzieci by były w bezpiecznej odległości od siebie, najlepiej oddzielone dorosłymi (bo w ferworze zabawy mogą oparzyć się nawzajem). I uwaga na “zimne ognie” – przy pędzących saniach iskry bardzo łatwo mogą wpaść do oka!

2. ŁÓDKI/KAJAKI

2.1. kapok, kapok i jeszcze raz ka… mizelka ratunkowa

Nieważne, czy płyniecie na drugą stronę Bugu lub Dunajca, czy też pływacie na katamaranie na ciepłych morzach. Dziecko przed odbiciem od brzegu musi mieć założony kapok. Nawet jak macie mistrzostwo świata w pływaniu nie wyciągniecie dziecka, które wpadło do mętnej rzeki, bo go zwyczajnie nie zobaczycie. Kamizelka to podstawa!


Tuż po założeniu niby wszystko OK! Ale dla dziecka taka kamizelka
to męka jeżeli ma nosić ją przez cały dzień…

Patrząc na polskie realia widzimy, że wiele wypożyczalni sprzętu pływającego nie ma kapoków dla dzieci. Niestety myślenie o tym, że warto zapewnić całej rodzinie bezpieczeństwo jeszcze do naszych wypożyczalni nie trafiło. Kamizelka dla dorosłego nie nadaje się dla dziecka przynajmniej z dwóch powodów: krępuje ruchy (dla dziecka noszenie jej to męka), a co ważniejsze w wodzie nie utrzymuje dziecka w prawidłowej pozycji z głową nad wodą. Równie dobrze może się okazać, że dziecko w kapoku dla dorosłych ma głowę lub twarz pod wodą (i zablokowane przez kamizelkę nie może jej wyjąć!).

Rozwiązanie? Polecamy to co my zrobiliśmy – kupiliśmy dopasowane kamizelki dla dzieci i wozimy je ze sobą. Szczęśliwie nie kosztują bardzo drogo i nie są na jeden sezon – warto więc kupić je dzieciom. I pamiętajcie, że nadmuchiwane chińskie zabawki basenowe nawet w kształcie kamizelki ratunkowej to nie jest sprzęt, któremu można powierzyć życie dziecka – to tylko zabawka!


Na pokładzie ZAWSZE w kamizelce.
Tu jeszcze w kamizelkach dla dorosłych…

2.2. ręce wewnątrz łodzi

Naturalnym jest, kiedy siedzi się w kołyszącej łódce, że ręce trzymamy na burtach. Należy tylko nauczyć dzieci, że jak zbliża się inna łódka burta w burtę lub dopływamy do pomostu to ręce chowamy do środka łodzi trzymając się ławki, na której siedzimy. Bardzo wiele jest wypadków przygniecenia dłoni dziecka między burtą i pomostem lub burtami dwóch łodzi.

2.3. kajak czy canoe

Kiedyś nie było wyboru, dziś w wielu miejscach jest i polecamy canoe!
Zalety? Miejsce dla dziecka, które siedzi wyżej i może się poruszać prawie jak w łódce. Dzięki temu nie cierpnie, nie nudzi się jak w kajaku. Siedzi wyżej i lepiej widzi. No i w razie wywrotki canoe jest bezpieczniejsze bo nie więzi w swoim wnętrzu jak kajak.

Dziecko może się też uczyć wiosłować. Wiosłowanie pagajem jest łatwe, a jeszcze lepiej jest pożyczyć wiosełko od pontonu. Należy tylko pamiętać aby zabawki i wiosło dziecka były przywiązane mocną linką do canoe.
Ważne: niczego nie przywiązujemy do rączki dziecka! Zabawka zaplątana w wodorosty czy o zwalone drzewo może wręcz wyciągnąć dziecko do wody, a w najlepszym razie napięta linka pokaleczy rękę. Zabawki wiążemy do canoe/kajaka/łodzi/… (niepotrzebne skreślić)…


Kamizelka dopasowana do dziecka, nie krępująca ruchów.
Małe wiosełko pontonowe pozwala na pełną aktywność dziecka.

2.4. tratwa

Bardzo popularne np. na Biebrzy. Stabilne i bezpieczne nawet z gromadą małych dzieci.
Przy dużej liczbie dzieci warto pomyśleć o kilkunastu metrach siateczki ogrodniczej, którą otaczamy tratwę od pokładu do relingu. Wtedy możemy być pewni, że żadne dziecko na nie wleci do wody nawet jak będą się ganiać (a będą…).

3. RIKSZA MOTOROWA PARZY i nie tylko o tym…

Dla dorosłego widok rury wydechowej motocykla jednoznacznie kojarzy się: gorące! Ale nie jest to oczywiste dla małego dziecka, które najczęściej nie ma nikogo z motorem wśród rodziny/znajomych i nikt mu nigdy nie tłumaczył, że to może być coś niebezpiecznego.
Jeżeli wybieracie się do Azji zacznijcie szkolenie dziecka od…. rury wydechowej. Przypomnijcie mu o tym, że nie stoimy obok rury wydechowej (ktoś może dziecko popchnąć/potrącić), nie dotykamy, nie zaglądamy do środka, nie opieramy się, etc…
I kolejna rzecz – podobnie jak w łodzi – ręce wewnątrz rikszy! W szalonym azjatyckim ruchu, kiedy mijamy się na centymetry, każde wyciągnięcie ręki poza obręb rikszy lub trzymanie paluszków na zewnątrz może się bardzo źle skończyć.

4. WĘŻ (tak kiedyś mówił Michaś – przyp. red.) LUB SKORPION…

“Uważaj Stasiu! Tam może być węż lub skorpion!…” – tak instruował trzyletni Michaś półtorarocznego braciszka. On to wiedział, bo go nauczyliśmy, jak zachowywać się w buszu i w terenie gdzie występują węże, skorpiony i inne takie niezbyt przyjemne stworzenia.
Pierwszą rzeczą jaką rodzic powinien zrobić podczas postoju to obejść miejsca gdzie będą biegać dzieci kiedy np. będziemy robić obiad. Ja to nazywam “obtupaniem” terenu. Sprawdzeniem, czy coś nie śpi pod kamieniami, które dzieci oczywiście będą chciały odwrócić.  Druga rzecz to danie dzieciom patyków takich z metr długości ponieważ jak zobaczą dziurę w ziemi to będą chciały coś tam wsadzić i lepiej by był to patyk niż palec….
Dla ludzi mieszkających na terenach z wężami, skorpionami i innymi tego typu stworzeniami jest całkowicie normalnym, że uczą dzieci jak się mają zachować podczas spotkania z wężem, ale dla Polaka to już nie jest oczywiste. Choć żmije (lub zaskrońca) można też spotkać na wakacjach na Mazurach, stąd najlepiej jest przeszkolić dziecko jak ma postępować.

Powinniśmy uczyć dzieci, że:

– nie chodzimy skradając się ale normalnie – można sobie stukać patykiem
– nie biegamy tam gdzie nie widzimy ziemi – dajmy wężowi czas na odpełźnięcie w trawę
– nie wkładamy palców w dziury w ziemi, skałach, między kamienie – od tego macie patyki
– jak widzimy, że coś się gdzieś rusza spokojnie się cofamy i wołamy rodzica

Sami musimy również pamiętać, aby miejsce na piknik wybierać tak, aby widzieć co się dzieje dookoła. Lepsze jest samotne drzewo z widokiem dookoła na trawy, niż krawędź buszu pozwalającego na podejście lwa na trzy skoki do nas.

5. RUCH ULICZNY

Oczywista oczywistość ale… W wielu miejscach w Azji chodzi się jezdnią. Chodników bowiem albo nie na, albo bywa zajęty przez sprzedawców, lub też jest tak krzywy, że trudno iść nim z dzieckiem. Należy jednak pamiętać, aby jeśli idziemy jezdnią dziecko zawsze szło od strony chodnika! No i oczywiście uczymy dzieci patrzenia na jezdnię przed przejściem przez nią (w krajach o ruchu lewostronnym trzeba uważać podwójnie, bo auto jedzie z innej strony niż się go spodziewamy!)

6. RUINY/BUNKRY I BARDZIEJ ZAAWANSOWANE ZWIEDZANIE

Rodzic – dzieci – rodzic lub dorosły – dzieci – dorosły. Taka powinna być prawidłowa kolejność podczas zwiedzania ruin nawet zabezpieczonych z wytyczoną trasą turystyczną. Pierwszy rodzic ocenia trudności i jest hamulcem nie pozwalającym dzieciom na rozpędzenie się, co mogłoby skutkować upadkiem z kilku metrów wysokości. Rodzic idący na końcu pomaga i asekuruje.

Jako przykład, że zwiedzanie nawet znanych obiektów może być niebezpieczne, niech posłuży przykład zamku w Ogrodzieńcu. Trasa zwiedzania ruin jest absolutnie nie dostosowana do małych dzieci. Na kręconych schodach o kilkumetrowej wysokości przedszkolak ma poręcz 20 cm nad ziemią, a później 10 cm nad głową. Wystarczy, że dzieci będą przepychać się na schodach kto pierwszy i nieszczęście gotowe. Jest tam zresztą wiele innych pułapek i tak naprawdę to ta trasa powinna być zamknięta dla ruchu turystycznego do momentu spełnienia chociaż minimalnych wymagań bezpieczeństwa. Niestety zamek jest w gestii gminy, więc samorząd widocznie poczuwa się być wolnym od myślenia i inwestowania w bezpieczeństwo zwiedzających. Jakby co, to zawsze winę można zwalić na rodzica.

7. TAKSÓWKA/SAMOCHÓD

W wielu miejscach będziesz musiał skorzystać z miejscowej komunikacji. Wakacje nastrajają na folgowanie wszelkim nakazom i zakazom. Kiedy w Polsce nie do pomyślenia jest, abyś dziecko posadził z przodu i to nie zapięte pasami to już w Azji lub Afryce nie jest to dla wielu oczywiste. A niestety wypadki również tam się zdarzają i przy odrobinie pecha jak się nie zderzymy z drugim samochodem to możemy wpaść na antylopę. Dlatego dzieci zawsze jadą z tyłu i jak są pasy to je zapinamy. Kiedy pożyczacie samochód i jesteście z pożyczającym w kontakcie wcześniej, dajcie mu znać, że potrzebujecie fotelik dla dziecka. Może nie będzie on bardzo wygodny (przyda się ręcznik/kocyk do podłożenia) bo fotelik to rzadkość w egzotyce, ale będzie bardziej bezpiecznie.

O jeżdżeniu w foteliku z zapiętymi pasami na co dzień chyba nie trzeba przypominać? Jeśli macie wątpliwości czy warto (bo jedziemy tylko dwie ulice dalej) to pamiętajcie, że najgorsze wypadki komunikacyjne zdarzają się właśnie na takich krótkich podjazdach. Już przy szybkości 50 km na godzinę dziecko siedzące wam na kolanach na tylnym siedzeniu wybija głową przednią szybę (bo ciało człowieka gromadzi wtedy energię kinetyczną porównywalną do uderzenia o ziemię po upadku z trzeciego piętra). Szanse przeżycia? Niewielkie.

I jeszcze jedno: nieuświadamianym sobie zazwyczaj zagrożeniem są wszystkie niezabezpieczone przedmioty, będące wewnątrz auta. Podczas nagłego hamowania lub zderzenia są w stanie poważnie zranić, a nawet zabić pasażerów. Podczas zderzenia przy prędkości 100 km/h książka o wadze 250 g leżąca na tylnej półce gromadzi tyle energii kinetycznej, co pocisk wystrzelony z pistoletu. A wtedy nie pomogą nawet najlepsze pasy i foteliki.

8. GÓRY/SKAŁKI

Kiedy dzieci podrosną do chodzenia po trudniejszych szlakach warto pomyśleć o wypożyczeniu lub kupieniu uprzęży asekuracyjnej dla dziecka.

Taka uprząż przyda się w:

– górach np. w Słowackim Raju gdzie szlaki turystyczne prowadzą drabinami,
– na ściance wspinaczkowej (zawsze lepiej mieć własną, dopasowaną uprząż, oszczędzamy czas i nie wystawiamy na próbę cierpliwości dziecka)
– w parku linowym (uwagi j.w.)

Czym różni się uprząż dla dziecka od tej dla dorosłego?

Zacznijmy od tego, że dziecko od dorosłego różni się…. proporcjami ciała. W uprzęży (dolna, najbardziej popularna) dla dorosłych nawet XXS dziecko może zawisnąć głową w dół, a nawet wysunąć się z niej i spaść. Dlaczego? Nie ma talii i zarysowanych bioder (te opadające spodenki!) więc pas nie trzyma tak jak powinien i więcej dziecka jest wyżej niż niżej uprzęży… Stąd tendencja do wiszenia głową w dół.


Słowacki Raj – tiesniawy, na takim szlaku asekuracja
dziecka jest absolutnie niezbędna!

Powstały więc specjalne uprzęże dla dzieci z ramiączkami i mocowaniem liny asekuracyjnej na wysokości piersi, a nie pasa.
Dziecko możemy asekurować na dwa sposoby (Uwaga! Chodzi tu o trasy ubezpieczone jak ferraty czyli lina/łańcuch, nie o swobodną wspinaczkę bo to zupełnie inna bajka!):

– dziecko przypięte na stanowisku asekuracyjnym czeka aż rozwijając linę dojdziemy do kolejnego stanowiska asekuracyjnego gdzie PO PRZYPIĘCIU się asekurujemy wspinające się dziecko.
– dziecko wspina się mając podwójną lonżę i samodzielnie przepina karabinki. My jesteśmy tuż za nim (np. na drabinie) asekurując przy ew. zachwianiu i pomagając w razie problemu z  przepinaniem. Lonża musi być podwójna, a jeden karabinek zawsze wpięty do liny asekuracyjnej, poręczówki.

Pierwszy sposób wymaga noszenia liny, ale pozwala na asekurację tam, gdzie nie ma zainstalowanej ciągłej stalówki czy łańcuchów. Drugi pozwala na szybsze pokonywanie trasy ale powinna mieć ciągłe zabezpieczenia trudnych miejsc. Oczywiście jest to napisane w wielkim skrócie, a przy planowaniu wyprawy w Dolomity czy inne ferratowe trasy warto udać się na szkolenie i trening asekuracji do alpinistów prowadzących ścianki wspinaczkowe.


Zestaw asekuracyjny: uprząż z lonżą.

9. MĄDRY TO TEN W KASKU I OCHRANIACZACH

Kask na rowerze, nartach, rolkach,… Tłumaczcie dzieciom, że tylko głupi igra z życiem i nie zabezpiecza się w ten sposób. Niech nigdy nie poczują się gorsi tylko dlatego, że głupsi koledzy nie zakładający kasków naśmiewają się z nich. Niech zawsze mają mocne poczucie w takich momentach, że są mądrzejsi i lepsi.
Być może dobrą metodą jest pokazanie w internecie na filmach wyczynów młodych ludzi jeżdżących na rowerach/rolkach/deskach/…. profesjonalnie. Oni wszyscy noszą kaski i ochraniacze. A skoro noszą je mistrzowie i się tego nie wstydzą pomimo wspaniałych umiejętności, to warto pewnie ich naśladować.

10. ZABAWY NA LODZIE? NIE DZIĘKUJĘ!

Ten dziesiąty punkt to kolejna “oczywista oczywistość”. Dotyczy zabaw na zamarzniętych rzekach, czy jeziorach lub stawach. Można rozłożyć ręce i powiedzieć no tak, ale oni i tak tam pójdą… Ale nie muszą jeżeli lodowisko przygotuje gmina, albo skrzykną się rodzice kilkorga dzieci we wsi. Przecież to takie proste wylać lodowisko – trzeba tylko chcieć…
Biorąc pod uwagę ilość wypadków każdej zimy, naprawdę warto chcieć to zrobić. Dzieciom (jak tylko przyjdą pierwsze mrozy) trzeba tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć niebezpieczeństwa jakie czyhają na (nie zawsze dobrze zamarzniętym) lodzie.

11. SŁOŃCE – poparzenia, przegrzanie

Niby każdy wie o co chodzi ale co roku mamy przypadki poważnych poparzeń słonecznych lub udarów.

11.1 – NIGDY NIE ZOSTAWIAJ ŚPIĄCEGO DZIECKA W SAMOCHODZIE W UPALNY DZIEŃ!

Chyba już nic gorszego nie można wymyśleć! Wystarczy jako przykład podać pozostawienie w Chorwacji przez Polaków dziecka na 30 minut w samochodzie. Dziewczynka spała i dostała ciężkiego udaru. (przyp.red. – nie wiadomo czy przeżyje w momencie pisania niniejszego art.). Nie można zostawić dziecka nawet na chwilę zamykając drzwi! Pamiętajcie, że ta “chwila” może zmienić się właśnie w 30 minut decydujące o życiu i zdrowiu dziecka. Samochód nagrzewa się błyskawicznie do ok. 50 stopni! W takiej temperaturze organizm dorosłego może nie wytrzymać, a co dopiero dziecka!

11.2 – W tropikach słońce opala szybciej niż w nawet bardzo upalny dzień w Polsce.

Wystarczą dwie-trzy godziny na słonecznej plaży by dziecko przez następne przynajmniej trzy dni nie mogło wyjść na słońce! Takie poparzenia słoneczne to prócz zepsucia zabawy w momencie kiedy się to stało to również zagrożenie rakiem w przyszłości.
Uniknięcie poparzeń słonecznych jest dość proste ale… Należy pamiętać, że nie ograniczamy się tylko do jednego sposobu np.: smarowania kremem do opalania z sunbloc’kiem możliwie najwyższym 50+ ale również odpowiednim ubraniem plażowym.

krem do opalania – musi to być koniecznie krem do opalania dla dzieci np.: z factorem 50+ oraz dodatkowymi ochronami przed promieniowaniem i wodoodporny. Smarować nim dzieci należy tak naprawdę na okrągło ponieważ zabawa w piasku i bardzo słona woda zmywa tenże krem błyskawicznie. Smarować należy również górne krawędzie uszu jak nie są schowane pod włosy. O nich się często zapomina. Jeżeli stwierdzicie, że forma kremu jest za gęsta i trudno się wchłania to są również mleczka do opalania. Kiedy wybieramy się bardziej na spacer niż na plażę warto używać mleczka – dziecko nie będzie się lepić jak po niektórych kremach. Żadnej konkretnej marki nie polecamy ale lepiej kupować dla dzieci uznane marki. Te specyfiki są jednak trudne w produkcji i jeżeli to krem “od śwagra” nie przebadany dermatologicznie do użytku dla dzieci to efekt może być opłakany. Pamiętajcie nie używać kremów dla dorosłych do smarowania małych dzieci!!! U dzieci mogą wywołać wysypkę!.

strój do kąpieli/plażowania – szczęśliwie od pewnego czasu można w Polsce kupić specjalne stroje do plażowania dla dzieci. Zakrywają korpus po kolana i łokcie. Oprócz ochrony przed słońcem dodatkowo chronią przed np.: parzącymi meduzami. W największy upał dzieci muszą być w nie ubrane + nakrycie głowy najlepiej z szerokim rondem ocieniającym buzie. Oczywiście ręce i nogi oraz buzia muszą posmarowane kremem do opalania.

Miłego i bezpiecznego każdego dnia!

 Samo życie…

Do napisania art. skłoniły mnie dramatyczne doniesienia o kolejnych dzieciach, które zginęły podczas domowego kuligu zabite przez bezmyślnego ojca.
Takich dramatycznych wydarzeń jest niestety bardzo dużo. Dużo również jest zwykłych opowiadań co dziecko naszych bliższych lub dalszych znajomych sobie złego zrobiło. Za każdym takim faktem są łzy i ból dziecka i rodzice, którzy sobie wyrzucają dlaczego mu o tym nie mówiliśmy, dlaczego nie miało kamizelki, asekuracji…?!
Niestety często o tym co dla nas jest oczywiste nie mówimy dziecku, a przecież ono tak jak nie rodzi się z umiejętnością czytania tak też nie zna zagrożeń, praw fizyki itd… itp…
Uczcie dzieci czego unikać, jak nie poddawać się presji głupszych i bez wyobraźni kolegów, a nawet, że powinny zwracać uwagę dorosłym, że coś jest nie tak, bo rodzice nauczyli ich jak w danej sytuacji się zachowywać i na co zwracać uwagę.
Uczcie się również sami o najpopularniejszych zagrożeniach. Jak raz na rok lub dwa lata bierzecie udział w kuligu lub żeglujecie to przecież trudno pamiętać o wszystkich możliwych zagrożeniach…

Krzysztof Kobus – TravelPhoto


(c) Mały Podróżnik – www.malypodroznik.pl – wszelkie prawa zastrzeżone


 

 

Share