W 40 krajach na 3 kontynentach!

Jako rodzice 2-letniego Maksia i miesięcznej Martusi chcielibyśmy gorąco zachęcić innych rodziców małych dzieci, aby nie rezygnowali z podróży po przyjściu na świat ich pociech, jeżeli wcześniej sprawiały im one przyjemność. Fakt bycia rodzicem nie musi oznaczać porzucenia własnych marzeń i pasji!

Maksio był z nami w 40 krajach na 3 kontynentach. Podróżuje od 3 miesiąca życia, kiedy to zabraliśmy go na podlegające Wielkiej Brytanii Wyspy Normandzkie. W wieku 5 miesięcy zwiedzał z nami północną Kanadę, a gdy ukończył 9 miesięcy przez 4 tygodnie eksplorowaliśmy razem Karaiby. Przed swoimi drugimi urodzinami nasz dzielny synek leciał już 83 razy samolotem, jechał kilka razy pociągiem, płynął statkiem, łodzią i pokonał kilkaset kilometrów samochodem oraz autobusem. Nic dziwnego, że czworakować zaczął na lotnisku na karaibskiej wyspie St. Eustatius w Holenderskich Antylach, a swoje pierwsze kroki postawił również na lotnisku, lecz w Glasgow w Szkocji. Podróże nie przeszkodziły w jego naturalnym rozwoju.

Podczas każdego z wyjazdów nauczyliśmy się czegoś nowego i na pewno nadal będziemy się uczyć, bo Maksio rośnie i się rozwija, a my musimy dostosować nasze podróże do jego potrzeb. Inaczej podróżuje się z niemowlakiem, inaczej – z małym, drepczącym chłopcem, a jeszcze inaczej z dwójką maluchów, o czym będziemy mieli okazję się dopiero przekonać. Oczywiście każde dziecko jest inne i to, co się sprawdziło w naszym przypadku, nie musi być dobrym rozwiązaniem dla drugiego dziecka. Sami jednak przed każdą podróżą czytaliśmy relacje innych wędrujących rodziców i z wielu wskazówek skorzystaliśmy. Teraz postanowiliśmy napisać parę słów o naszych doświadczeniach.

Dlaczego warto?

Ponieważ w naszym kraju podróże z małymi dziećmi – zwłaszcza takie, których nie organizuje touroperator – nadal są postrzegane jako dość niezwykłe (w najlepszym przypadku) i kontrowersyjne (delikatnie mówiąc), a rodzice muszą niejednokrotnie stawić czoła obawom oraz krytyce rodziny, a także bliższych i dalszych znajomych, a nawet nieznajomych, postanowiliśmy dostarczyć innym rodzicom argumentów, dlaczego podróżowanie całą rodziną – również z małym dzieckiem – to tak doskonały pomysł.

Po pierwsze jest to wspaniała okazja, aby mieć dla siebie nawzajem czas i być razem. Nareszcie nie trzeba iść do pracy ani zajmować się bieżącymi sprawami. Zamiast tego można podróżować i cieszyć się każdą chwilą spędzaną wspólnie na szlaku. Rodzice, którzy na co dzień nie pozostają w domu z dziećmi, mają wyjątkową możliwość, aby poznać zachowanie swoich pociech w ciągu całego dnia i w różnych sytuacjach, gdyż “bycie razem” w podróży jest bardziej intensywne oraz pełne niespodzianek. Jednocześnie nasze dziecko będzie szczęśliwe, że ma mamę i tatę obok siebie!

Oczywiście podróżowanie z niemowlęciem lub małym dzieckiem to wyzwanie, co oznacza, że rodzina musi stanowić zgrany zespół, aby radzić sobie w trudnych sytuacjach (jak np. zmiana pieluchy na pokładzie samolotu tuż przed lądowaniem czy przekonanie naszego malucha, że to odmienne jedzonko jest równie smaczne, jak domowe). Z drugiej strony wspólne pokonywanie trudności zbliża.

Inną bezsprzeczną zaletą podróżowania z małym dzieckiem jest nabycie umiejętności radzenia sobie w nieoczekiwanych sytuacjach, których to nie brakuje zarówno z racji pewnej nieprzewidywalności zdarzeń, gdy jest się w drodze (w naszym przypadku był to na przykład jeden odwołany lot, który skutkował koniecznością zastąpienia go siedmioma innymi w ciągu jednej doby), jak i nieprzewidywalności zachowania naszych pociech (podczas ośmiu godzin lotu z Polski do USA musieliśmy zmienić Maksiowi zabrudzone ubranko osiem razy). Dzięki temu po powrocie do “normalnego życia” wszystko wydaje się nam łatwiejsze, a my jako rodzice jesteśmy znacznie bardziej pewni siebie, na czym korzystają również nasze dzieci.

Klucz do sukcesu w przypadku podróżowania całą rodziną stanowi naszym zdaniem doskonała organizacja i umiejętność przewidywania. To właśnie będąc na szlaku zauważyliśmy następującą prawidłowość: jeżeli wydawało nam się, że w danej chwili nie mamy nic do zrobienia, znaczyło to, że na pewno o czymś zapomnieliśmy. Intensywne podróżowanie z niemowlakiem nauczyło nas perfekcyjnej logistyki, co mogliśmy później wykorzystać zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej.

Jeżeli podróżowanie z maluchem stanowi takie wyzwanie, po co w ogóle wyjeżdżać?

Jednak, czy na pewno w domu jest mniej pracy? Raczej nie. Po prostu wszystko jest bardziej przewidywalne, ale jednocześnie nie daje możliwości zmiany otoczenia, a przecież taka zmiana jest niezwykle relaksująca i każdemu z nas potrzebna (zwłaszcza tym rodzicom, którzy na co dzień opiekują się dziećmi w domu).

Decydując się na wyjazd, możemy wybrać pobyt w klimacie, który nam najbardziej odpowiada i na przykład uciec od mroźnej zimy do ciepłych krajów. Wtedy zarówno rodzice, jak i dziecko całe dnie spędzają na powietrzu zamiast przed kominkiem, a częściej przy kaloryferze w domu.

Jak już wspomnieliśmy wcześniej – podobnie jak wielu innych rodziców – my również musieliśmy stawić czoła krytyce oraz obawom niektórych członków rodziny, a także i zupełnie obcych nam osób, gdy planowaliśmy kolejne – coraz bardziej odległe – wyjazdy z Maksiem. Słyszeliśmy, że jesteśmy nieodpowiedzialni oraz że podejmujemy niepotrzebne ryzyko. Ludzie pytali nas, czy się nie boimy, sugerując, że oczywiście powinniśmy. Cierpliwie wysłuchaliśmy listy chorób, jakie nasze dziecko mogłoby złapać. Nie poddaliśmy się jednak! Uznaliśmy, że przede wszystkim musimy polegać na własnej, rodzicielskiej intuicji, bo nikt inny nie zna tak dobrze naszego synka, jak my.

Maksio jest bardzo wrażliwym chłopcem, ale lubi podróże. One sprawiają, że jest coraz bardziej otwarty na świat oraz ludzi, z którymi uczy się nawiązywać relacje (bez względu na ich wiek i kulturę, w jakiej żyją). Ma niezwykle bogate słownictwo, które poszerzył na szlaku, gdzie zebrał wiele ciekawych doświadczeń zupełnie innych niż w domu. Nasz synek uwielbia samoloty i lotniska, o których wie znacznie więcej niż my. Podróże bardzo go wzbogaciły.

Również my jako rodzice poszerzyliśmy swoje horyzonty, bo mieliśmy okazję spojrzeć na rodzicielstwo oczami mam oraz ojców, żyjących w innych krajach. Dokonaliśmy tam licznych, cennych spostrzeżeń, dotyczących wychowania dzieci. Nie nauczylibyśmy się tak wiele, gdybyśmy zostali w domu.

 

Gdzie pojechać?

Naszym zdaniem należy wybrać takie miejsce, w którym nie będziemy się nadmiernie bać o bezpieczeństwo naszego dziecka. My na początek wybraliśmy cywilizowaną Europę i Amerykę Północną, a podróżując po Karaibach staraliśmy się do minimum ograniczyć pobyt w strefie malarycznej. Chcieliśmy mieć komfort psychiczny, że Maksio nie zachoruje na jakąś egzotyczną chorobę.

Jakim środkiem transportu podróżować?

Z naszego doświadczenia wynika, że najlepszym środkiem transportu, gdy się podróżuje z małym dzieckiem, jest pociąg, który ani ostro nie hamuje, ani gwałtownie nie przyspiesza, jest bardzo bezpieczny i jeszcze w dodatku buja, kołysze oraz szumi, co maluchy uwielbiają. Umożliwia też spacerowanie i zmianę otoczenia podczas jazdy.

Najmniej wygodnym dla dziecka środkiem transportu w przypadku dalekich tras jest samochód. Dzieci szybko czują się znudzone brakiem ruchu i faktem uwięzienia w foteliku samochodowym (oczywiście wyjątek stanowią te maluchy, które w samochodzie śpią).

Samoloty mają pewne zalety, ale i wady. Z jednej strony dają pewną swobodę ruchu, choć ograniczoną, ale jednocześnie mogą powodować bóle uszu i ich zatykanie przy startach i lądowaniach. W takich chwilach warto pomyśleć o karmieniu lub przynajmniej podaniu dziecku smoczka. Podczas długich lotów bardzo pomocna okazała się kołyska dla niemowląt, dostępna na pokładach samolotów. Kołyskę montuje się w tylko w kilku, wybranych miejscach, więc zamawialiśmy ją zawsze ze znacznym wyprzedzeniem.

Gdzie się zatrzymać na nocleg?

My najbardziej polecamy noclegi u lokalnych rodzin z dziećmi w podobnym wieku do naszych. Jest to możliwe dzięki CouchSurfngowi (więcej informacji znajdziecie na:www.couchsurfing.org). Korzystając z tego rodzaju nieodpłatnych noclegów, niejednokrotnie czujemy się jak u siebie w domu. Ponadto jest to bardzo wygodne, bo nasze dziecko zajmuje się zabawą z dzieckiem gospodarzy i jest zachwycone innymi zabawkami, a my doceniamy dostępność na miejscu tak przydatnych sprzętów, jak krzesełko do karmienia, mała wanienka czy przewijak.

Jak przygotować dziecko do wyjazdu?

Ponieważ podróże zaplanowaliśmy z dużym wyprzedzeniem, wiedzieliśmy, kiedy i gdzie Maksio będzie za granicą. Zebraliśmy informacje o sytuacji sanitarno-epidemiologicznej w każdym kraju oraz zalecanych szczepieniach. Okazało się, że na szczęście naszego synka nie trzeba było szczepić na żółtą febrę, a zalecany lek na malarię w rejonie, do którego jechaliśmy, można było podawać nawet niemowlętom. Wzięliśmy natomiast pod uwagę fakt częstego podróżowania samolotem i zdecydowaliśmy się zaszczepić Maksia nie tylko w ramach podstawowego pakietu szczepień, ale i na pneumokoki oraz meningokoki. Wykupiliśmy też dla niego dobre ubezpieczenie zdrowotne. Na wyjazd zabraliśmy termometr oraz podstawowe leki: na obniżenie gorączki, katar, uczulenie i ukąszenia owadów. Pamiętaliśmy również o siatce, spray’u i plastrach na komary, a także kremach z filtrem.

Co mieć “pod ręką” w podróży i o czym pamiętać?

Nasz bagaż podręczny do małych nie należał, ale spełniał swoje wszechstronne zadania. Było w nim miejsce na: kocyk lub rożek, pieluchy, kosmetyki przewijakowe, ubranka (w tym kilka kompletów na zmianę), jedzenie, podstawowe lekarstwa, niekapek, smoczek oraz zabawki i książeczki.

Czyich rad słuchać?

Przed podróżą staraliśmy się zasięgnąć jak najwięcej informacji o miejscu, do którego jechaliśmy. Korzystaliśmy zarówno z oficjalnych danych (np. Ministerstwa Spraw Zagranicznych), jak i relacji innych turystów (m.in. na portalu “Mały Podróżnik”). Rad osób doświadczonych w podróżach, a zwłaszcza – z dziećmi, chętnie słuchaliśmy. Inaczej było z osobami spoza rodziny i grona przyjaciół (bo ich troskę rozumieliśmy), które – choć same nie podróżowały – czuły się zobowiązane nas przestrzec. Ich opinie staraliśmy się ignorować, bo ludzie ci siali w nas często irracjonalny lęk i niepokój. Podsumowując, można powiedzieć, że podróżowanie z małym dzieckiem – to przygoda, wyzwanie i logistyka. Im więcej wypraw za nami, tym bardziej jesteśmy pewni swoich decyzji, czego życzymy także innym rodzicom. Mamy nadzieję, że podróżowanie z dziećmi będzie dla nich równie wspaniałym i rozwijającym doświadczeniem, jakim jest dla nas. Do zobaczenia na szlaku!

Magda i Mariusz Majewscy                

maj_maj
Magda i Mariusz Majewscy z Maksiem i Martą
Magda – obecnie na urlopie macierzyńskim – pracuje w firmie doradczo-szkoleniowej, a Mariusz prowadzi własną działalność marketingową. Połączyła nas wspólna pasja, jaką są podróże. Mamy synka Maksia i córeczkę Martusię. Nasza strona internetowa to: www.mamama.eu

 


(c) Mały Podróżnik – www.malypodroznik.pl

 

Share