INDIE – tym razem na trochę dłużej

New Delhi – nowy dom
Choć Indie chcieliśmy poznać trochę lepiej już od dawna, po pojawieniu się na świecie Michasia postanowiliśmy odłożyć ten podróż o co najmniej kilka lat. Obawialiśmy się przede wszystkim malarii, brudu, zatruć, ciężkich warunków w transporcie i hoteli nieprzystosowanych do naszych wymagań higienicznych. Co innego jednak gdy pojawiła się możliwość przeniesienia na dłużej – nie wahaliśmy się ani chwili. W Delhi stworzyliśmy zupełnie normalny dom, który jest dla nas bazą do odkrywania stopniowo coraz ciekawszych regionów Indii. Jesteśmy na miejscu, więc ciągle uczymy się czegoś nowego i oswajamy kolejne niewiadome. I dlatego Janka urodziła się w New Delhi i już jak miała 5 tygodni zwiedzała słynną świątynię szczurów pod Bikanerem.

Nie taki diabeł straszny
Ku naszemu zdziwieniu już po kilku miesiącach odkryliśmy, ze nasze przedwyjazdowe obawy nie zawsze były uzasadnione. Większość problemów rozwiązało podwyższenie standardu podróży (wiążące się niestety z nieuniknionym wzrostem kosztów) oraz dokładne planowanie wyjazdów. W zasadzie wszędzie można znaleźć czyste hotele i przyzwoite restauracje. Brud przestaje po pewnym czasie rzucać się w oczy, nie należy tylko zapominać o częstej dezynfekcji rąk, szczególnie rąk dwulatka. Mimo dużych odległości przejazdy po Indiach też nie muszą być tak bardzo uciążliwe. W dalekich trasach najlepiej sprawdzają się samoloty i koleje, na krótsze niezawodny jest samochód (najlepiej z działającą klimatyzacją).

Malaria oczywiście stanowi zagrożenie, lecz ryzyko w samym Delhi i w kilku innych zakątkach Indii (np. w Kerali jest niewielkie; w przeciwieństwie do Goa). Niebezpieczna może okazać się denga, należy więc w czasie monsunu konsekwentnie stosować środki przeciw komarom.

Największe wyzwanie
Michaś i Janka są w stanie zaakceptować większość naszych pomysłów, ale pod jednym warunkiem – że dostosujemy plany do warunków pogodowych. Największym wyzwaniem w Indiach jest klimat. Delhi nie nadaje się dla przeciętnego Europejczyka do życia przez pół roku, od kwietnia do września. Jedynym ratunkiem jest klimatyzacja lub ucieczka w Himalaje, przynajmniej na weekendy. Okres monsunu (w zależności od regionu czerwiec – wrzesień lub krócej) to ryzykowny czas na podróż w praktycznie całym kraju. Za to od października do marca zimno jest w górach, za to przyjemnie w centrum i na południu. Czyli znowu kluczem do sukcesu jest dokładne planowanie.

Polecamy z dziećmi
Większa część Indii jest nam jeszcze nieznana, ale z naszych dotychczasowych podróży możemy polecić kilka wybranych kierunków: Kerala – jedna z najbardziej przyjaznych części Indii. Atrakcje i dla młodszych (plaża) i dla starszych dzieci (kąpiele w morzu, słonie, safari, łódki). Rozwijająca się infrastruktura turystyczna, bardzo dobre jedzenie (owoce morza), niewielka ilość turystyki masowej – same argumenty za. Z wyjątkiem gór, lepiej dopłacić za klimatyzację w pokoju. I cieszyć się życiem… Nasze ulubione miejsca to (bez niespodzianek) Kochi i Varkala.

Radżasthan
Zawsze godny polecenia. Dla dzieci najważniejsze są słonie i wielbłądy, można też spróbowac wypatrzyć tygrysa na safari. Oprócz miejsc tradycyjnie odwiedzanych (Jaipur, Udaipur, Jaisalmer, Bikaner), polecamy Bundi i region Shekhawati, choć ten ostatnie jest raczej bardziej interesujący dla rodziców.

“North-East”
Dla żądnych odkryć, rejon położony z dala od utartych ścieżek. Można liczyć na pozytywne przyjęcie i dużo ciekawych spojrzeń. Trzeba niestety zwrócić uwagę na duże zagrożenie malarią.

Mandu [Madyapradesh]
Mała miejscowość z niesamowitymi zabytkami. Polecamy na odpoczynek, godzinami można się szwędać pomiędzy ruinami, gonić kozy i przerzucać kamyki.

Gudżarat
Rzadziej odwiedzany, co też jest zaletą. Dla dzieci przede wszystkim praktycznie gwarantowane lwy na safari i możliwość odpoczynku na Diu. Wadą są jak w zasadzie wszędzie w Indiach duże odległości, zaletą – niezłe drogi. Świątynie Palitany zrobiły na nas spore wrażenie, a i 3,5 tysiące schodów pokonane z dziećmi na rękach wspominamy do dziś.

Inne…
W regionie zdecydowanie polecamy też Nepal i Sri Lankę (choć to odrębne historie). Indyjskie Himalaje jeszcze przed nami, lecz wkrótce nasz pierwszy wypad w prawdziwe góry.

Marysia i Bastek Domżalscy
dmz_dmz
Marysia i Bastek Domżalscy z Michasiem i Janką
Podróżujemy od zawsze, a od kiedy się poznaliśmy już wspólnie. Zaczęło się od Azji, choć naszą największą przygodą było pół roku z plecakami w Afryce. Próbujemy łączyć podróże z pracą i w ten sposób  znaleźliśmy się w New Delhi, gdzie mieszkamy od lata 2010 r. Odkrywanie Indii zaczynaliśmy z rocznym Michatkiem, ale już kolejnego lata urodziła się nasza Ind-Janka.
Teraz jeździmy w czwórkę, a o naszych przygodach można przeczytać na www.bastazja.pl

I jeszcze trochę zdjęć:



(c) Mały Podróżnik – www.malypodroznik.pl