Wędrówki po Polsce – spływ rzeką Liwiec

Spływy kajakowe to domena innych regionów kraju niż Mazowsze. Tu rzeki są hmmm… średnio czyste. Mamy nawozy z pól, ścieki ze wsi i miast, śmieci. No nie jest miło i sympatycznie… Ale…
…jest blisko. Dla kogoś, kto ma tylko trochę wolnego czasu, możliwość szybkiego dojazdu i spędzenia kilku godzin w kajaku może jednak być motywacją na tyle dużą by ww. niedogodności mniej zauważać.

Liwiec jest reklamowany jako jedna z najlepszych rzek na spływy kajakowe na Mazowszu. Co ważniejsze ma zapewnioną infrastrukturę, czyli wypożyczalnie gdzie “na telefon” można zorganizować spływ. Zbieramy więc rodzinno-przyjacielską ekipę i postanawiamy zrobić kilkugodzinny spływ.
Zaczynamy w Węgrowie na parkingu przy zalewie. Przebieramy się i pakujemy rzeczy do zabrania na kajaki. Punktualnie pojawia się busik z przyczepą. Kajaki są nowe, kolorowe już się cieszymy na fajne zdjęcia. Pogoda również OK! chociaż mogłoby być trochę chłodniej. Parne powietrze sugeruje, że może przez cały dzień błękitne niebo się nie utrzyma, ale bądźmy dobrej myśli. Naszym założeniem jest dopłynięcie do Węgrowa ze zwiedzaniem po drodze zamku Liw. Jeżeli pogoda się popsuje to zakończymy spływ pod zamkiem Liw.

Z Węgrowa jedziemy spławić kajaki na most między wsiami Wyszków-Ziomaki-Oszczerze. Miejsce jest OK! bo mamy płyciznę i niską trawkę wodujemy kajaki i ruszamy. Już po 800 metrach mamy pierwszą przeszkodę. Wredna kładka ze spiętrzeniem pod nią. Mamy wyższy stan wody więc można zaryzykować spłynięcie lewą stroną przez wodną bulę. Ostatnia załoga niestety wybrała prawą stronę gdzie w bystrzu czatowały kołki i jeden z takich podstępnych pniaków wywrócił kajak. Szczęśliwie obyło się bez podtopienia i straty rzeczy z wyjątkiem wiosła, które spoczęło gdzieś na głębokości ponad 2 m w mętnej wodzie. Po tym pechowym początku, dalej obyło się już bez takich sensacji chociaż kilka razy zwalone drzewa stanowiły problem. Szczęśliwie wysoki stan wody pozwolił na obycie się bez przeniosek.

Krajobrazowo Liwiec na tym odcinku jest ciekawy. Meandruje, pokonuje piaszczyste wzniesienia. Jest trochę malowniczych drzew, zielone pastwiska z krowami przyglądającymi się kajakarzom z zainteresowaniem. Widać jednak, że brakuje tu ekipy, która na początku sezonu przepłynęłaby i zrobiła przepławki dla kajaków. Po drodze zatrzymujemy się na piaszczystych jęzorach omywanych leniwym nurtem. Dzieci szaleją bo woda ciepła, ale taka mętna i brązowa. Pierwsze co zrobimy po powrocie do domu to prysznic i odkażanie.

Pogoda niestety zaczyna nam się psuć. Zachmurzyło się, zawiało trochę a i czas zmarudzony na postojach spowodował, że dzień się zaczyna kończyć. Podejmujemy decyzję o zakończeniu spływu pod zamkiem Liw. Ci co nie widzieli muzeum zamkowego idą zwiedzać, reszta pakuje rzeczy tak, aby być gotowymi jak podjedzie busik. Ładujemy kajaki i wracamy na parking koło węgrowskiego zalewu. Ekipa się rozjeżdża, a my wracamy pod zamek w Liwcu by zjeść w barze obiadek.

Portal Małego Podróżnika Średnio Poleca!


Wodowanie.



Sierpień to taki miesiąc gdzie już niektóre drzewa się przebarwiają na kolory jesieni.


I nic nie zwiastowało….


….rychłego utopienia jednego z kajaków!


Przymusowy postój na wylewanie wody.


Tym razem kładka bez bystrza pod spodem.


Bardziej malowniczy fragment rzeki.


Stasio…



Jedno z miejsc gdzie się zatrzymalismy na kąpiel.



Tomek z Agatką.


Holowanie stateczków zajmuje sporo czasu dziecku w kajaku, dzięki czemu się nie nudzi.


Tu drzewo się jeszcze trzyma….


….a tu już nie!


Widać, że na wysokim brzegu jest wieś. A żeby się burak jakiś utopił wyrzucając śmieci!


Patyk robiący plusk to też fajna zabawka.


Dobijamy na….


….kolejny biwak!



Pogadać się nie pogada, ale pogapić się na siebie można.


Trochę mniej ciekawy fragment rzeki.


Zamek Liw.


Idziemy zwiedzać….


Podwieczorek czekając na transport.


MakuMaka też był
i futerka nie zmoczył.


Wiosłem po klawiszach: Krzysztof
Czytała byki poprawiała: Ania
Inspiracji jak zwykle dostarczali Michałek i Staś

(c) Portal Małego Podróżnika

 

Share