CHORWACJA (+ Słowenia + Czechy) – dzień 14

CHORWACJA (+ Słowenia + czeski Mikulov) – 2010
dzień 14

 

HVARMY SIĘ!

Po szaleństwach miejskich i transferze na wyspę zasłużyliśmy sobie na dzień luzu. Nurkowanie i jakiś wypad pod wieczór go knajpki nad morzem w którejś z zatoczek. Początek dnia to oczywiście śniadanko i na deser arbuz. Na śniadanie chłopcy zażyczyli sobie zupę pomidorową. Jako rozsądni rodzice wiemy, że nie należy budować tamy przeciw chęci zjedzenia przez dzieci czegokolwiek innego niż słodycze więc robimy im po talerzu zupy z makaronem. O dziwo zjadają! Później plaża na campingu i wreszcie wypożyczamy niebieskiego monstera i płyniemy do naszej prywatnej zatoki na nurkowanie. Niebieski monster ma aż cztery pary pedałów ale jest tak źle skonstruowany, że prawie nie daje się nim płynąć. Aby się nie męczyć zakładam płetwy i wskakuję do wody – cuma i holujemy.

Pierwsza zatoka ładna, ale fala tłucze nami i po chwili pęka przetarta na ostrych skałach cuma rufowa. Przepływamy na drugą stronę cieśniny i wreszcie jest fajnie. Mamy płyty skalne schodzące do samej wody. Chłopcy eksplorują ląd ale i pływają aż w końcu zakładaja maski i płetwy i czas na snorklowanie. Jest sporo rybek co budzi entuzjazm młodych nurków, a i dyżurne kolczaste kule jeżowców trzeba dokładnie obejrzeć. Ja odkrywam piękną rozgwiazdę i rozpoczynam zdjęcia do Crabs Season 2010… 😉

Czas mija leniwie. Wreszcie wynurzamy się i po spłukaniu soli jedziemy szukać restauracji. Początkowo był pomysł aby zajrzeć do Milny ale pełen tamtejszy camping oznacza też sporo gości w knajpkach. Jedziemy kawałek dalej i jest kierunkowskaz na Zarace. Droga masakryczna spada nachyleniem 20% w dół. Oby nic nie jechało z naprzeciwka. Z jednej strony skała a z drugiego luft, że lepiej nie patrzeć. Uff…. nareszcie placyk zwany parkingiem. Idziemy ze 100 metrów i otwiera nam się widok na uroczą zatokę z zacumowanym jachtem, kilkoma motorówkami dla turystów i używanymi do połowu ryb dla miejscowych restauracji. A restauracje są trzy. Zajmujemy stolik w najfajniej urządzonej. Staś chce spagetti, Michałek kopiec frytek. My w sumie nie jesteśmy bardzo głodni (a i tak chłopcy nam zostawią coś) więc biorę zupę rybną a Ania sałatkę z tuńczykiem.

Czas oczekiwania na posiłek chłopcy wykorzystują do wspinanania się na skały. Jedna ze skał wznosi prosto od naszego stolika. Można zrobić sobie długi trawers nad portem wyglądając od czasu do czasu na morze gdzie skała urywa się ponad 30 metrowym urwiskiem. Jedzonko smaczne i po skończeniu jedzenia czas na powrót. Słońce zachodzi więc czas na próbę wyjechania do góry. Trzeba to zrobić na raz bo zmiany biegów na takim nachyleniu są problematyczne. Udało się! Wracamy na camping. Kończy leniwy dzień. DOBRANOC!

ZDJĘCIA:


Tu jesteśmy.
Cudowne, grzeczne dzieci… bo śpiące!


Śniadanko.


Robimy miski z arbuza.


Czas na plażowanie…


…na naszym…


…campingu.


Cała naprzód!


Staś wiosła wymyślił z płetw.


Bierzemy “błękitny grom” i eksplorujemy brzeg…


…szukając jakiejś miłej zatoczki.


Holowanie.


Schodzimy pod wodę…


Rybki? Obecne!


Ogórki? Obecne!


Kuter z dołu od rufy….


Sezon Krabowy 2010.


Pięknisia ale grożna – szczęśliwie na głębokiej wodzie.


Chłopcy też poczuli chęć ponurkowania.


Rybka kolejna….


To co zostaje z jeżowca.


Ania też nurkuje z aparatem.


Widok na zatoczkę Zarace.


Winogronka już całkiem, całkiem.


ZARACE – Widok na zatokę z naszej knajpki.



Wspinaczka prosto od stolika.


O! Koniec skały!


Michał zdobywca.


Mniam – jedzonko.


Zachód słońca.


Wieczór na campingu. DOBRANOC!

.:. POPRZEDNI DZIEŃ .:. strona główna .:. NASTĘPNY DZIEŃ .:.
Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

 


(c) Portal Małego Podróżnika

Share