CHORWACJA (+ Słowenia + Czechy) – dzień 13

CHORWACJA (+ Słowenia + czeski Mikulov) – 2010
dzień 13

 

Transfer zwany wielkim: Murter – Drvenik – prom na Hvar – Hvar

Dzień ciężki bo transfer. Trzeba wstać i się spakować. A później jechać… Jedziemy autostradą ile się da. Póki co kończy się przed Ploce całkiem wcześnie więc zjeżdżamy do morza lokalną żółtą drogą. Widzimy jednocześnie autostradę w budowie i rozmach tego przedsięwzięcia, które wkrótce połączy cały pas wybrzeża chorwackiego aż do Dubrownika. Oczywiście nie mogę się powstrzymać od złośliwości do naszych durnowatych drogowców (w Indiach byliby chyba pariasami), którzy jeżdżą pewnie za nasze, polskich kierowców pieniądze do Chorwacji i widzą, że można zrobić asfalt, który wytrzymuje i ze 40 stopni upału a u nas… 30 stopni i wstrzymujemy ruch ciężarówek. To jest chore! Dlaczego na własnej, czyli kierowców naszych piersi a przede wszystkim kieszeni podatnika utrzymujemy tylu nieudolnych dyletantów???

W każdym razie tu mkniemy autostradą, a póżniej niedogodności żółtej drogi rekompensują nam niesamowite krajobrazy. Zaglądamy na terytorium Bośni i Hercegowiny, po czym przed Ploce odkręcamy z powrotem na zachód i jedziemy do Drvenika gdzie kursują promy na Hvar. Wyspa Hvar i Korcula to chyba najbardziej znane wyspy chorwackie. My wybieramy to przejście promowe, a nie Split, koło którego przejeżdżalismy, bo po pierwsze prom z Drvenika do Sućuraj płynie 30 minut a nie 2-3 godziny no i po drugie nie widzielibyśmy wielu fajnych miejsc po drodze, po trzecie nie przejechalibyśmy całej wyspy Hvar w jej najdzikszej części, po czwarte i kolejne – bo taką mielismy fantazję!!!

Dojazd jak wspomniałem do Drvenika na luzie i tu okazuje się, że jest kolejka do promu na jakieś 25 samochodów. Promy jakie stąd pływają są mniejsze ale jak trzeba to pływają “na okrągło”. Po chwili kolejka rusza i… zatrzymuje się na 3 samochody przed nami… OK! Czekamy aż prom popłynie i wróci… Michał śpi, Staś ze mną idzie oglądać kuter wyciągnięty na brzeg i puszczać kaczki (czy to nie polityczne?) oraz patrzeć co się dzieje na przystani promowej. Ania poszła po pizze. Wtem wychodzi wypisz wymaluj marynarz i gwiżdże jak szalony. Nie to nie Mundial! To informacja, że prom, który stał na stanowisku Korćula popłynie na Hvar bo znowu jest już 20 samochodów! Ryczę na cały Drvenik: ANIA!!!! no i Ania objawia się z pizzą. Jak zaczeli gwizdać to właśnie pakowali jej pizze do pudełka.

Wjeżdżamy na prom i z tego wszystkiego okazuje się, że w małej budce nie zapłaciliśmy za promowanie. Ale informacja o kasie promowej była praktycznie niewidoczna. Ania wyskakuje do kasy, ja wjeżdżam. Idziemy z chłopakami na średni pokład. Ania pojawia się z kwitem zapłaty i…. jemy pizzę. Chłopaki wsysają po dwa wielkie kawały i czas na płynięcie. Promy mają jakąś magię. Nawet taki mały, gdzie są tylko krzesełka i ławeczki i nic więcej, a jednak daje chłopcom strasznie dużo emocji i radości. Ciągle trzeba odpowiadać na wiele pytań. To promowanie dało im chyba wszystkie możliwe odpowiedzi np. na temat wrót promu. Jak się podnoszą, opuszczają, jakie mają zabezpieczenia,…

No i Sućuraj czyli przystań promowa na wyspie Hvar. Hvar to dwa światy. Jeden to zachodnia część wyspy do Jelsy z dobrymi drogami (a przynajmniej tą jedną główną). Drugi świat to część wschodnia. Ponad 30 km zupełnie niezagospodarowane turystycznie w porównaniu do okolic Hvaru. Jeden camping a ponadto wsie składajace się z trzech domów. Dojazd do nich to drogi, które u nas miałyby status trudnego szlaku pieszego! Jeżeli chcesz się zapuścić w te tereny sprawdź, czy twój samochód jest w stanie podjechać i czy ma odpowiednie hamulce by zjechać te 300 lub 400 metrów w dół przysłowiowo z pieca na łeb. Ja aby zobaczyć gdzie mam zjeżdżać musiałem patrzeć przez boczne okno lub unosić się na fotelu i patrzeć w dół w miejscu gdzie kończy się przednia szyba na górze. W normalnej pozycji (a niski nie jestem) dojeżdżałem do miejsca gdzie widziałem przez przednią szybę błękit nieba… tylko błękit nieba…

Szukamy bazy na Hvarze i musi to być w tej części bardziej cywilizowanej. Tu jest wiele ciekawostek i ładnych wiosek, pięknych zatoczek więc odwrotu nie ma. Odwiedzamy jeden za drugim camping i… nie ma ładnych miejsc. Jak są to w jakimś strasznym kąciku, gdzie nie będziemy mieć samochodu obok namiotu no i brak do tego prądu i internetu. Wyjazd ma założenie campingowe więc wszelkie apartamenty nie wchodzą w grę. Wreszcie w naszych poszukiwaniach osiągamy Hvar, stolicę wyspy. Mijamy go bo słońce szybko zachodzi i zdobywamy wysokość od nowa obok twierdzy, dalej droga pnie się do krzyżówki do restauracji “Panorama” i wreszcie camping Vira.

To miejsce wytypowaliśmy jeszcze w Polsce ale odwołaliśmy rezerwację bo nie wiedzieliśmy czy dotrzemy w terminie. Camping drogi ale wart swojej ceny. Ma genialną zatoczkę i plażę nie z łamanego kamyka jak do produkcji lastryko ale cudowne otoczaki. Bar nad wodą, wyżej restauracja, odpowiednia ilość toalet, lodówki, sklep w rewelacyjnych cenach (!), zajęcia dla dzieci, batut na plaży, plac zabaw, sprzęt pływający… Nie od rzeczy dostali wyróznienie ADAC. Ufff… zostajemy… Teraz wiemy o ile łatwiej jest żeglując znaleźć nocleg w cudownych zatokach, a zawijając raz na trzy dni do marin na zatankowanie wody i opróżnienie WC. Camping ma jeszcze tę zaletę, że jest “w miarę” pusty. Nie podnosi się tu poziom adrenaliny jak dwa metry obok chrapie w namiocie nasz sąsiad a z drugiej strony słyszymy, w całkiem obcym języku, transmisję Mundialu z meczu, który dla nas nie ma najmniejszego znaczenia i obu drużynom życzymy jak najgorzej…

Jeszcze o dojeżdzie w okolice Hvar’u. Droga genialna! rzadko kiedy mogą się minąć dwa większe samochody chociaż są mijanki i my raz cofaliśmy się by dać możliwość przejazdu autobusowi. Barierki z rzadka i w miejscach gdzie w sumie nie musiały by być. Zasada prosta – czujesz sie tu niepewnie za kierownicą, a musisz się minąć z kimś to zjedź na bok na ile bezpiecznie możesz i stań. Ominie cię. Najlepiej jak jest to kierowca Chorwat. Gorzej jak Węgier. Austriacy nie mają “lęku wysokości”. A właśnie! Jak ktoś ma lęk wysokości i czuje się niepewnie niech zażyje jakiś “zagłuszacz” jeszcze na promie! Nasi chłopcy w sumie wyznają zasadę im gorzej tym lepiej. Im gorsza droga tym lepsza zabawa. Tylko tata się wqrza jak musi odpowiadać na pytania a co będzie jak spadniemy?

Co najpiękniejszego po drodze? Widoki! Zatoczki z domami z czerwoną dachówką i zacumowanymi jachtami widziane z lotu ptaka. Pola lawendy oddzielane murami z kamieni liczącymi wiele wieków. Kościółki gdzie nad fasadą wznosi się dzwonnica z trzema dzwonami obsadzone cyprysami. Sady oliwne i figowce. Taka kwintesensja śródziemnomorskiego krajobrazu. Baja! Dobranoc!!!

ZDJĘCIA:


Widok z parkingu na autostradzie.
A teraz nasi pożal się Boże “drogowcy” skupcie się!
To jest fragment placu zabaw na parkingu przy autostradzie.
To czerwone na ziemi to płyty z gumy gdzie dziecko jak się przewróci…


….lub zleci z zabawki nic sobie nie zrobi!
I my życzymy sobie również takiego wyposażenia w Polsce!


Autostrada w budowie.


Widoki ach widoki!


Makarska – trasa nad morzem.


Promy Drvenik – Sućuraj.


Odpływamy – pizza z nami.


Drvenik za rufą….


Drugi prom wraca z Hvar’u.


Na mostku.


Hvar wita!


Sucuraj – dobijamy!


Hop! I już 300 metrów nad morzem jedziemy przez wyspę.


Piękne wiejskie kościółki.


Murki, lawenda, oliwki, wioski.


Figi.


Lawenda.


Tu można dopiero poznać “prawdziwy” zapach lawendy
nie przetworzony przez fabryki kosmetyków.


“Normalna” boczna droga.


….


….


I na campingu Vira rozstawiamy nasz…
…trzysekundowy namiot…


Gotowe!


Knajpka na campingu.


I nasz campingowy porcik. DOBRANOC!

.:. POPRZEDNI DZIEŃ .:. strona główna .:. NASTĘPNY DZIEŃ .:.
Długo w nocy stuka w klawisze: Krzysztof; poprawia: Ania;
inspirują jak zwykle niezawodni Michaś i Staś.

 


(c) Portal Małego Podróżnika

Share