NAMIBIA 9000. km afrykańskiej przygody – BLOG cz. 3 odcinek 1

MP_NAM_baner250

NAMIBIA 9000 km afrykańskiej przygody
BLOG cz. 3 – odcinek 1
X-XI 2008

 

10 XI – Buszmeni i skorpiony – noc w buszu.
Poranek na farmie, śniadanie i czas na pierwszą atrakcję dnia. Ogromny meteoryt Hoba. Nie ma co pisać to trzeba zobaczyć na zdjęciu. Później gnamy na Kalahari. Niby pustynia, ale tak naprawdę to półpustynia a jak się patrzy to płaski teren porośnięty buszem czyli krzakami i niewielkimi drzewami. Wkraczamy na ziemie Buszmenów.

***

Ze wstydem muszą przyznać, że nie doceniałem Buszmenów. Zawsze tylko Himba i Himba jako ta ikona Namibii a okazało się, że czas spędzony u Buszmenów był jednym z najfajniejszych na wyprawie. U Himba zawsze jest utrzymywany dystans. Oczywiście może być i było sympatycznie ale dopiero spotkanie z Buszmenami uwidoczniło różnice.

***

Początek jak zwykle ceremonialny. Stop pod wielkim drzewem niedaleko wioski i czekamy aż ktoś przyjdzie. Całą atmosferę “psują” tyllko buszmeńskie dzieci, które z ceremoniału niewiele sobie robią i niezłą czeredą opadły chłopaków. Oczywiście wybuchały konflikty bo chłopcy mając tyle dzieci wokół siebie czuły się trochę niepewnie. Ale szybko się oswajali i wkrótce bawili się w najlepsze. My tymczasem negocjowaliśmy z przewodnikami co chcemy robić dziś i jutro.

***

Wybraliśmy program maksymalny tj. poznajemy dzień dzisiejszy i tradycje Buszmenów. Dziś zwiedzimy wioskę w której mieszkają, gdzie jest szkoła i sklepik. Najpierw odwiedzamy szkołę z prawdziwym placem zabaw. Szkoła ma prąd z baterii słonecznych i sporą klasę. Później czas na odwiedziny w domach. Jest późne popołudnie więc wszyscy już wrócili do wioski i albo odpoczywają albo pracują przy wyrobie pamiątek. Siedzą w sporej grupie, gadają, śmieją się i pracują. Taka grupa to istna linia produkcyjna. Jedni szlifują inni robią otworki, ktoś plecie sznurki z włókien pozyskanych ze starych worków. Dwójka staruszków zamiata placyk przed chatą, ktoś karmi dziecko,… życie się toczy a my jesteśmy tego świadkami.

***

Kiedy się nasyciliśmy widokami codziennego życia Buszmenów czas na tradycji cz. 1. Ok. kilometr od wsi w buszu jest miejsce gdzie bęziemy nocować. Jedziemy tam i po chwili zjawia się grupa kilkunastu Buszmenów w tradycyjnych strojach. Mężczyźni z łukami, kobiety z dziećmi i skórzanymi sakwami do których chowa się to w buszu się znajdzie. Zaczeliśmy od rozniecenia ognia. Zapałki? Zapomnijcie o tym! Dwa patyki, kępka suchej trawy, szczypta piasku i zręczne dłonie. Jak jest miękki piasek to kładziemy na nim nóż, aby w piasek nic nam się nie zapadało, a dokładnie patyk z wgłębieniami, który trzymamy stopą. Do wgłębienia wsypujemy szczyptę piasku aby zwiększyć tarcie. Drugi patyk bierzemy między dłonie, opieramy na wgłębieniu i kręcimy. Szybko, zdecydowanie i z dociskiem. Po chwili z wgłębienia zamiast jasnego pyłku wysypuje się ciemny a jeszcze chwila i mamy malutki placuszek żaru, który trafia na kepkę suchej trawy a ta w dłonie jednego z buszmenów. Dmucha raz, drugi, trzeci, coraz więcej dymu i nagle bucha płomień. Płonąca trawa trafia między drobne gałącki i po chwili mamy płonące ognisko. Rozpalenie to raptem 5 minut i to pewnie dlatego tak długo, że przeszkadzaliśmy trochę robiąc zdjęcia.

***

Kiedy jest ognisko to czas na tańce i śpiewy. Tłem są wspaniałe drzewa i niebo pełne barwy od słońca, które już dawno zaszło. Kilka tańców i pieśni i czas na… nasze śpiewy. Ania z Łucją śpiewają typową polską pieśń masowego rażenia “Hej! Sokoły…” Buszmeni zachwyceni bo to zupełnie inna melodyka niż ich. Ale podobało im się. Aplauz był taki, że wielu artystów przyjęło by go w ciemno. Ja nawet już wymyśliłem nową zwrotkę przyśpiewki świętokrzyskiej:

“Leciał pies bez buszek,
ogonem wywijał,
Łobacył Buszmena,
scęśliwa bestyja!”

***

Ponieważ nasze zajęcia przedłużyły się znacznie umawiamy się na jutro na 7.00 rano a nie wcześniej. Oni wracają do wioski rozpływając się w ciemnościach a my stawiamy namioty i rozpalamy ognisko. Naszym gościem jest Ashley – przyjechała pomieszkać u przyjaciół prowadzących badania w wiosce i uczących Buszmenów. Robimy grilla i pojawiają się nowi goście – skorpiony. Ponieważ skończyłem zaoczny-korespondencyjny kurs “Łapania skorpionów między kciuk a palec wskazujący” łapię je i pokazuję chłopakom. Dzielni łowcy towarzyszą mi w połowach i są też tropicielami – wypatrują kiedy pojawi się jakiś skorpion w zasięgu wzroku i uruchamiają tatę. Niezły wieczór – mamy pięć skorpionów. Około północy czas na spanie – jutro ruszamy poznawać busz.

***

Zdjęcia…

Złapany.


Tego się boimy.


Ciekawe ostrzeżenie: Uważaj na spadające meoryty!


A oto rzeczony meteoryt!!!
Meteoryt HOBA jest największym meteorytem na świecie!


Jedziemy przez busz.


Negocjacje programu naszego pobytu u buszmenów.
Pieniądze wspierają całą społeczność.


Tymczasem dzieci mają własne zajęcia.


Stas! Zdjęcie ci robią!


Chłopcy jasnymi czuprynami wyróżniają się z tłumu
ale Ninka już znacznie mniej.


Ruszamy na zwiedzanie współczesnej wioski.
Dzieci opanowały przyszkolny plac zabaw.


***


Staś sobie przypomniał, że też był taki mały.


Trwa produkcja pamiątek.


Będzie kolacja.


***


Staś pożyczył procę.


Chłopcy pomagają w wieczornych porządkach najstarszym mieszkańcom wioski.


***


Oraz poznają jednych z….


…najmłodszych…


A tymczasem na naszym miejscu campingowym pojawił się kram z pamiątkami.


Ale zakupy to jutro – przenosimy się na pobliską polanę.


Przychodzi coraz więcej osób z wioski…


***


***


Czas na rozpalenie ognia.


Już prawie jest….


… i jest już naprawdę.


Czas na śpiewy i tańce.


***


Dzieci w pierwszym rzędzie przy ognisku.


A że ognisko to wielka miłość chłopców w tym wieku
to nie trzeba wiele pisać jacy są szczęśliwi.


Rączka wyciągnięta po obiekt pożadania…
…buszmeńską strzałę!


Czas na nasz koncert…


…i żegnamy się z naszymi gospodarzami.
Jak duchy znikają w ciemności. Dobranoc! Do jutra!


Zabawa przenosi się do naszego ogniska.


Tato! Tu! Tu jest!


Skorpion! Jeden z…


Kolejny nocny gość.


Nasz biwak w buszu – dobranoc!

11 XI – Uczymy się rozumieć busz,…
…po toalety na wysokim poziomie….
Siódma rano jesteśmy gotowi wyruszyć aby poznać co buszmeni wiedzą o środowisku w którym żyją. A wiedzą naprewdę wiele. Każdą roślinę, każde drzewo potrafią wykorzystać. Bardzo wiele roślin ma właściwości lecznicze. Jedne są na rany inne dla kobiet w połogu jeszcze inne na ból głowy a kolejne na…. dobry humor. Kolejne rośliny to te, które mają zastosowanie hmmmmm… gospodarcze. Jedne nadają się na łuki, inne na pozyskanie włókien, z których można zrobić sznurki. Są rośliny dające naturalny klej i inne, które są bardzo toksyczne i można nimi zatruć strzały.

***

Poznajemy też zwyczaje buszmenów podczas polowań i jak sobie dają radę tam, gdzie nie ma wody. Chyba właśnie zdolność zdobycia wody jest najbardziej zdumiewająca. Kluczymy po buszu, piasek chrzęści pod stopami i nagle nasz tropiciel mówi do naszego przewodnika, że umyłby się, napił,… Od jednej z kobiet, które poszły z nami pożycza kij i robi coraz głębszy krąg o średnicy ok pół metra. Malutka roślinka otoczona coraz głębszą “fosą”. Kiedy możliwości kija się kończą rowek jest pogłębiany rękami po czym nasz tropiciel wykopuje jeszcze głębsze dołki aż po łokcie wkłada ręce, ciągnie w górę i…. Okazuje się, że malutka roślinka ma korzeń jak burak cukrowy tylko okrągły. I co dalej? Odkroić kawałek, podłożyć pęk trawy i nożem zeskrobać garść jakby trocinek. Bierze te trocinki do ręki ściska i…. leci strumień wody! Zużył połowę “buraka” i umył się, napił i nam demontrował pojemność wodną tej rośliny. My byśmy pewnie stojąc nad nią umarli z pragnienia.

***

Każdy buszmen ma również w kołczanie rurkę, którą wkłada w zagłębienie w rozwidleniu drzewa i…. pije. Im dłużej chodzimy z nimi po buszu tym nasze większe zdumienie. Kiedy po zatoczeniu koła wracamy na polanę koło naszego campu widzimy, że przeniosła się tu cała “manufaktura” wytwarzająca łuki, ozdoby, plecionki,… Tym razem wszyscy są ubrani jak należy czyli w skóry. My możemy jeszcze poznać kilka technik pozyskiwania naturalnych surowców. Na koniec pobytu u Buszmenów kupujemy wiele pamiątek. Cieszy nas, że tym razem wszystkie pieniądze trafią bezpośrednio do tych ludzi i nie będą ograbiani przez pośredników.

***

Druga część dnia to potworna nuda. Coś koło 500 km do Popa Falls na Okawango. Potworna ulewa za Rundu – widać na 50m i chyba lepiej nie włączać wycieraczek. I wreszcie ostatnia godzina jazdy w ciemności z pełnym natężeniem uwagi aby wpaść na jakąś krowę.

***

A toalety? Są! Na Ngepi Camp w okolicy Popa Falls. Takie kultowe miejsce nad brzegiem rzeki (Okawango) z toaletami i prysznicami schowanymi za trawiasto-trzcinowymi parawanami. A jak się wejdzie za taki parawan to…. wchodzimy jak do rajskiego ogrodu. Fantazyjnie wycięte podesty-schody wznoszą się na ok. 1.5 metra gdzie bieleje tron – ten gdzie król piechotą chodzi… Można też skorzystać z wygódki na wysokości 8m. Można uniknąć tam ataku najważniejszego drapieżnika Afryki. Podobno jedynego atakującego bez powodu a właściwie z powody podejścia zbyt bliskiego – hipopotama. Strasznie terytorialny jest ten zwierzak. “My river is my castle!” jak to mówią Angole tzn. hipopopopopo… i trzeba tego bronić! Znaczy “Móóóóóóój jest kawałek tej rzeki…” jak śpiewał to pewien zespół.

***

Zdjęcia…

Czas na wycieczkę do buszu.


Najpierw ognisko na polanie…


Czekamy aż wszyscy…


…Się zbiorą i grzejemy się przy ogniu.


Buszmeńska siekiera to również motyka i…


…fajka…


…!


Panie też palą ale są to wonne zioła a nie śmierdziele sprzedawane u nas
z ostrzeżeniem, że bierzesz do pyska raka lub inną chorobe płuc
jak ześ taki gupi jest ot co!!!


Idą z nami mamy z oseskami…


…które mają własny bufet…;-)


Łucja i Ernest zainteresowani rzeczoną siekiero-motyko-fajką!


Łuk to podstawa…


…myśliwego buszmena…


…i Ernesta!


Ptaszek!!!


Tak można przetrwac burzę i zaskoczyć jakieś zwierzę.


Nad ziemią prawie nic nie wyrasta a pod ziemią mamy…


…prawdziwy zbiornik…


…wody!!!!


Monkey Orange – pyszny ! Połowę zjadły kobiety połowę my!


A…. kobiety zbierają ciekawsze drewno (niekoniecznie na opał, ale na czerwony barwnik zdobiący i odkażający skórę)


Pan wytwarza łyko na np. cięciwy strzał.


Odezwało się etnograficzne zacięcie Łucji – też próbuje…


Najmłodsze pokolenie.


Staś mając saperkę jest dla nich guru!


Powstają zamówione łuki dla….


…naszych chłopaków!!!


Ich szczęścia nie da się opisać!


Przed nauką strzelania następuje paniczna ucieczka.
Może chłopcy mają zatrute strzały????!!!!


Niektórzy obserwują efekty strzelania z chat.


Liczymy nasze zakupy.
Każda rzecz jest podpisana autorem. Buchalteria staranna
aby każdy dostał swoje pieniądze.


Na pożegnanie rodzinna fotografia…

PS. Dziś nie pokażemy zdjęć z Caprivi. Jest to tak nudna jazda, że… ^&@#*(%$^%(@^$%@ itd… itp… Może jutro…

 


Zobacz: BLOG część 3 odcinek 2 lub strona główna, Blog cz. 2 odcinek 3

Zapraszamy na prowadzony przez nas portal o Namibii!

Nasza NOWA książka o Namibii: NAMIBIA. Przez pustynię i busz – więcej o niej na  portalu, a jeżeli chcesz ją kupić to zapraszamy do naszego sklepu internetowego  na Allegro.

 (c) Portal Małego Podróżnika

Share